Piękna codzienność
Ostatnio powiedziałam Staremu, że omijam seriale na netflixie szerokim łukiem, bo znam siebie aż za dobrze. Jeśli coś mnie wciągnie, to potrafię siedzieć do nocy, ignorując drobny szczegół, że chwilę po 5 mam wstać do pracy. Ta moja żelazna zasada działała dzielnie do momentu, aż platforma przestała oferować sensowne dokumenty i krótkie mini seriale. No i wtedy, coś mnie podkusiło, żeby w końcu obejrzeć Mindhuntera..I przepadłam. Jestem na finiszu i już wiem, że czeka mnie spłata długu snu z odsetkami. Cóż, serial był ważniejszy niż regeneracja organizmu. Oczywiście przy okazji porzuciłam ćwiczenia, bo nie miałam weny, czasu i siły. Ale postawiłam sobie punkt honoru: wracam. Nie wiem tylko, czy wrócę do formy, czy do punktu wyjścia. Oby bez wielkiej dramy, bo zaczynanie od zera to doskonały sposób na rozwój frustracji. Jedzenie: muszę wrócić do fotografowania posiłków, nawet jeśli wyglądają nie zbyt estetycznie. W tym tygodniu zaczęłam celebrować sezon na szparagi - poszłam jednak na ł...






