Hodowca bazylii
Mam długi weekend, który przez temperatury przypomina bardziej karaiby niż życie na niemieckiej wiosce. Brakuje tylko morza i palm, ale zamiast tego mam widok na rzekę, pola jebiące nawozem i żaby, które wieczorami urządzają koncerty.
Nie mam zbyt wiele do napisania, bo co ja właściwie mam ciekawego do powiedzenia oprócz streszczenia kolejnego, jakże nudnego tygodnia? Często padało, ale jeśli prognoza przewidywała choćby krótkie okno pogodowe to wychodziłam na spacer. Ludzi nie było. Zwierząt też nie.
Dopiero wczoraj, gdy spotkałam się z dwiema koleżankami i poszłyśmy na spacer dookoła jeziora, zakończony obowiązkowym piwem, natknęłyśmy się na padalca. Oczywiście musiałam zrobić mu sesję fotograficzną, bo inaczej nie byłabym sobą xD Padalce to bardzo sympatyczne stworzenia, ale niestety ewolucja zrobiła im wyjątkowo chujowy prezent. W obliczu zagrożenia nie uciekają, tylko zwijają się, zastygają w bezruchu albo udają martwe. Problem polega na tym, że rowerzyści i ludzie nie słyną z analizowania psychologicznego stanu gadów leżących na ścieżce. W efekcie padalec realizuje swój plan obronny, a chwilę później zostaje rozjechany lub nadepnięty. Natura bywa bezlitosna, ale czasem również zwyczajnie głupia :/
A tu świetny był pajączek, który towarzyszył mi podczas przerwy w pracy. Najpiękniejszy, najbardziej uroczy i najbardziej owłosiony ze wszystkich europejskich gatunków - skakun. Na zdjęciach wygląda jak potężna bestia gotowa pożreć szczura, a w rzeczywistości miał może kilka milimetrów długości. Dla skali możecie spojrzeć na plecionkę oparcia krzesła:
Przez upały nasze menu stanie się zdecydowanie mniej mięsne, a bardziej warzywne. Stary zapowiedział, że może przejąć sałatki, a ja będę robiła zupy kremy z pieczonych warzyw. Póki co największym zwycięzcą okazał się pieczony kalafior. Na zdjęciach wygląda mniej więcej jak zwłoki znalezione po tygodniu w rowie, ale smakował dużo, dużo lepiej. Serio, niebo w japie :D Do tego pewnie wjedzie akroszka czy tam okroszka, gazpacho i smoothie z mango.
W Lidlu dorwałam jeansy do kolan za 5 euro. Jak pewnie się domyślacie, cena była tak niska, ponieważ spodnie były przeznaczone dla dzieci o wzroście 148-152 cm. I co? W pasie są za luźne. Jak to Stary skomentował, spodnie są szyte na niemieckie dzieci, więc nie mam się co dziwić, że są większe, niż zakładałam. Z dziećmi nie mam zbyt wiele do czynienia i widuję je głównie na ulicy albo biegające po podwórkach. Te nasze, wiejskie, są raczej drobne i nie kojarzę żadnego z nadwagą. W miastach bywa różnie.
Realizuję również projekt pt. "bazylia z Lidla" czyli próbę stworzenia plantacji z jednej sadzonki, zanim roślina zdecyduje się wykitować. Na razie idzie mi całkiem nieźle. Oryginalna bazylia ze sklepu zaczyna powoli schodzić z tego świata, mimo że rozsadziłam ją do dwóch doniczek, ale nic straconego. Gdy widzę, że któraś gałązka zaczyna więdnąć, po prostu ją ścinam i wrzucam do wody.
Po dwóch tygodniach sadzonki mają korzenie i mogą wracać do ziemi. Co ciekawe, te nowe rośliny wyglądają znacznie lepiej niż matka. Rosną szybciej, mają ładniejsze liście i pewnie smakują lepiej. Za tydzień lub dwa znowu je przytnę i ukorzenię, żeby się zagęściły. Wystarczy uciąć łodygę nad zalążkami liści, a wyrosną dwa nowe pędy. Brzmi dziwnie, ale działa. Takim sposobem być może uda mi się w końcu zrobić pierwsze w życiu domowe pesto :)
Tu korzenie bazylii ukorzenionej u mnie:
Chciałabym też spróbować wysiać hibiskusa, choć podobno nie należy to do najłatwiejszych zadań. Jeśli coś z tego wyjdzie, na kwitnienie trzeba czekać nawet trzy lata. Trzy lata - czaicie? Niektóre małżeństwa kończą się szybciej xD Dodatkowo kwiaty mogą okazać się kompletną niespodzianką, bo nie ma gwarancji, że będą wyglądały tak samo jak roślina mateczna.
Przydałoby się też zrobić monsterowy update, bo moje ucięte kikuty zaczynają puszczać korzenie. Ta siedząca w wermikulicie nadaje się już do przesadzenia do ziemi, ale jest jeden drobny problem: nie mam ziemi i doniczki xD Tak więc roślina jest gotowa na kolejny etap życia, a ja nie jestem gotowa na wizytę w sklepie ogrodniczym - czyli standard w moim przypadku.
Przyznam szczerze, że ostatnio kompletnie nie mam pomysłów na wpisy. Moje życie jest obecnie tak stabilne i przewidywalne, że największym wydarzeniem tygodnia bylo spotkanie z padalcem i ropuchą, siedzącą pod drzwiami. Jeśli więc macie jakieś tematy, które chciełybyście przeczytać w moim wykonaniu, albo pytania, nad którymi mogłabym się trochę poznęcać intelektualnie, to śmiało wrzucajcie je w komentarzach. Nie obiecuję, że napiszę o wszystkim, ale być może któryś pomysł uruchomi u mnie proces myślowy.











Wpadłam w pułapkę chcenia za bardzo i czekałam, żeby wrócić do Twojego wpisu (a właściwie, jak się właśnie dowiedziałam, do trzech wpisów temu :D) i odpowiedzieć z należytym namysłem i uwagą. No niestety, nie wyszło, bo po 1) jestem zajechana, a po 2) kijowo się czuję, więc jak już mam chwilę, to zasypiam :P także wybacz ten przestój :( jeju jestem pod wrażeniem zdjęć z Twojego telefonu! I cóż mam rzec, Twoje życie w tym wpisie wygląda, jak romantyczna bajka o życiu na wsi. Czar pryska, jak zaczynasz pisać o pracy 😅
OdpowiedzUsuńA z tematów, ja bardzo lubię wszystkie Twoje wpisy, ale szczególnie długo zostają ze mną te, w których piszesz na przykład o swojej niemieckiej społeczności, spacerach (koniecznie ze zdjęciami koni, robali itp :D) i osobiście tęsknię za gekonami!
UsuńTrochę mnie niepokoi Twoja niemoc. Mam nadzieję, że to tylko chwilowe i wkrótce Twój stan zdrowia się polepszy.
UsuńByłam nad rzeką i zaraz idę na spacer więc pewnie coś się pojawi w tym temacie :)
UsuńJa tam lubię Twoje wpisy, chociaż na mój stan skupienia są przydługie. Też jestem pod wrażeniem fot! Hibiskus kupilam rok temu w sadzonkach, dwie sztuki. Nic z niego nie wyszło, natpmiast badyle zostawiłam, chociaż już byłam bardzo blisko usunięcia ich, i teraz w połowie maja pojawiły się listki, także są szanse!
OdpowiedzUsuńMasz hibiskusa syryjskiego czy chińskiego?
Usuń