Brak tytułu

Będzie krótko. To znaczy... zamierzam napisać mało, a to o niczym nie świadczy, bo i tak pewnie za chwilę zacznę skakać z tematu na temat.




Ostatnie dwa tygodnie w robocie to był jakiś kurwa pogrom. Moja Rosjanka szła na urlop, więc wyznaczyliśmy zastępstwo, przygotowaliśmy plan b, plan c, a nawet plan awaryjny. I co? Ano gowno :P. Ludzie zaczęli łamać sobie kończyny, gorączkować i odwalać scenariusze rodem z tureckiej telenoweli. Na przykład żona jednego typa uciekła do Turcji, obwieszona całym rodzinnym złotem, więc ten poleciał odbić cały dobytek. Brakowało tylko, żeby ufo porwało szefa, a magazyn spłonął. 

Jak się zapewne domyślacie, jako jednoosobowa komórka do zadań samobójczych wzięłam zastępstwo na siebie xD Co z tego, że na wysyłce bywałam głównie z odskoku, a od tamtego czasu zdążyli zmienić zarówno system, jak i zasady. Ja to ja - a ja nie wiem co to instynkt samozachowawczy. Więc tak... Ostatnie dwa tygodnie szukalam analogii i grzebałam w starych przykładach, koordynując dwa działy jednocześnie. Jedyne co sobie odpuściłam to interweniowanie podczas kłótni na wysyłce myśląc sobie, że w sumie to mogą się nawet pozabijać.



No i po tych dziesięciu dniach, o dziwo, okazało się, że nie jestem aż tak upośledzona, na jaką wyglądam xD nawet wysłałam kilkanaście maili do ziomusia z działu IT, żeby poprawił to i owo, bo moje świeże, nieobciążone przyzwyczajeniami oko wyłapało masę kretynizmów blokujących automatyzację. Czyli jednak czasem opłaca się nie wiedzieć, jak coś powinno działać. Można wtedy zauważyć, że coś nie działa w ogóle. Ja się uczyłam, firma potencjalnie zyskała. No i doszłam do wniosku, że myślenie nie jest mi aż tak obce. Ale nie przyzwyczajajmy się do tych optymistycznych wniosków, bo jeszcze mi się w dupie poprzewraca :)

Mamy końcówkę października, a raczej piździernika. Jest zimno, szaro, wieje i leje. Wróżę sobie zatem cały weekend w czterech ścianach.



I tak uważam, że pogoda miała dla nas wyjątkowo dużo litości. Jeszcze tydzień temu zbierałam grzyby w cienkiej wiatrówce, a wielkogabarytowe pranie schło na balkonie. Było pięknie. Podejrzanie pięknie, jak na ten niemiecki wypizdowek i październik. Chociaż ostatnio na zakupach o mało nie zamarzłam, bo wymyśliłam, że trampki to świetne obuwie na jesień. Czułam, jak lodowata zimnica ciągnie mi przez podeszwę. Czas przeprosić się z obuwiem z grubszą podeszwą oraz moim nieśmiertelnym kubraczkiem (bezrękawnik).

Żeby nie było zbyt sielankowo, wywaliło mi na gębie kilka krost. Do okresu mam jeszcze ponad dwa tygodnie, a i wtedy wyskakują mi maks dwa pryszcze, nie cała jebana hodowla. Na dodatek któregoś dnia moje włosy postanowiły przetłuścić się w rekordowym tempie: godzinę po umyciu wyglądałam, jakbym nie myla ich od miesiąca. Nie mam bladego pojęcia, co to za cyrk. Ale serio, brakuje jeszcze wypadnięcia brwi, odpadnięcia paznokci albo zarostu na brodzie, bo wygląda mi to na jakiś większy hormonalny projekt.



A poza tym to nuda.

Rodzice skończyli remont, zaopatrzyli się we wszystkie inteligentne bajery i obecnie technologicznie wyprzedzają mnie o jakieś dwie dekady.  Choć nie jest to takie trudne, bo Polska cyfryzacja i zaawansowanie są lata świetlne przed Niemcami.

Kupiłam też wielkie opakowanie przyprawy do piernika, bo tradycyjnie zamierzam zrobić ciasto długo dojrzewające i zawieźć je matuli.


W kwestii oszczędzania: ten miesiąc był ekonomiczny do granic możliwości. Wydałam absolutne minimum i wygląda na to, że do końca roku odłożę dokładnie tyle ile planowałam. Żadne kokosy, bo dalej nie stać mnie na jacht czy domek letniskowy na Bali, ale mimo wszystko cieszy mnie, że uciułałam trochę grosza. Zwłaszcza, że nie całe 10 lat temu miałam ponad tysiaka... Na minusie - i dokładnie pamiętam jak ciężko nam się żyło.  




Komentarze

  1. "Na przykład żona jednego typa uciekła do Turcji, obwieszona całym rodzinnym złotem, więc ten poleciał odbić cały dobytek". Co xD Chcę wiedzieć więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę się wydarzyło. Najpierw był zaaranżowany ślub, poprzedzony zaręczynami - wszystko zorganizowała babcia, która nie mogła zaakceptować faktu, że jej wnuk dobija trzydziestki i woli naparzać na konsoli zamiast szukać kobiety. Mój kolega poznał żonę w dniu oświadczyn i miał cichą nadzieję, że dziewczyna ta je odrzuci. Stało się jednak inaczej. Był ślub, dwa wesela (w dwóch krajach), kurs niemieckiego, kurs prawa jazdy i inne inwestycje, by żonie żyło się lepiej. Po drodze jeszcze nastąpiło odsysanie tłuszczu i przeszczep włosów, by w oczach żony stać się atrakcyjniejszym xD i nawet dwuletnie auto w ramach prezentu nie było dostatecznie dobrym pomyslem, bo uknuła misterny plan ucieczki i ograbienia męża - zaangażowała do pomocy wujka z innego landu, do którego zwiała, a on odwiózł ją na lotnisko. Całe złoto przemyciła na sobie, bo była to głównie biżuteria (Turcy namiętnie sobie wręczają złoto w ramach prezentów). Pewnie wyglądała jak jakiś handlarz z Bałkanów xD xD Najgłupsze w tej historii jest to, że kolega będzie jeszcze płacił alimenty przez kolejne 5 lat xD

      Usuń
    2. Matko, historia w stylu: śmiać się, czy płakać XD

      Usuń
    3. Czy babcia organizuje teraz poszukiwania "żony"? I przykładnego ukarania?

      Usuń
    4. Poziom Renu w dalszym ciągu jest niski,.więc może zbiera odpowiednie kamienie :P będę informować na bieżąco:D

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty