Gekonki
W sumie dawno o nich nie pisałam, a to stworzenia szalenie fascynujące, pod warunkiem, że pasjonuje was obserwowanie czegos, czego właściwie nie widać xD Tak, obcowanie z nimi to trochę rozczarowujące zajęcie. Gekony orzęsione prowadzą nocny tryb życia, więc widuję je wyłącznie wieczorem, kiedy nadchodzi pora ich "podlewania" (mój uroczy eufemizm na zraszanie terrarium) oraz karmienia.
Żarcie dostają co drugi dzień w formie gotowej papki. Przed urlopem zamówiłam im kolejną porcję tych sproszkowanych delicji. Pachną nieziemsko: mieszanka suszonych owoców, witamin i minerałów. Oczywiście można je też karmić żywymi insektami, np. świerszczami czy karaluchami. Kluczowe jest, aby robal mieścił się w jaszczurzym pysku i był dokładnie obtoczony w wapniu. Jeśli pożałuję im suplementów, dorobią się krzywicy, która w uroczy sposób skutkuje m.in. zwichnięciem szczęki co pewnie jest wchuj bolesne.
Raz na jakiś czas kupuję im pudełko świerszczy. Wtedy w terrarium budzi się instynkt mordercy :D gekony dostają pierdolca i rzucają się po ściankach, hałasując całą noc.
Co ważne, u gekonów trzeba cholernie uważać na nadwagę. To potworne obżartuchy, które nie znają pojęcia umiaru. Moje na szczęście trzymają linię, a samce wyglądają na bardziej atletyczne. Hamlet mógłby co prawda złapać trochę masy, ale pocieszam się, że taka jego uroda. Albo po prostu poprzedni właściciel trochę zaniedbał go w okresie wzrostu. Jak tak teraz liczę, Hamlet ma już ponad 7 lat. Ale ten gatunek jest dość długowieczny i przy wzorowych warunkach mogą dożyć nawet 20 lat. Choć średnia to 10-15 lat.
Z innych ciekawostek: w przeciwieństwie do wielu swoich gadzich kuzynów, gekon orzęsiony ma opcję jednorazową czyli odrzucanie ogona, ale bez możliwości odrastania. Brak ogona nie przeszkadza im zbytnio w swoich ewolucjach, choć warto tutaj wspomnieć, że na czubku ogona znajduje się przyssawka - dokładnie tak samo działająca jak na paluszkach. Moje wszystkie gekony mają ogony ALE: Mango nie ma czubka, bo przez problemy z linieniem doszło u niej do martwicy. I to cud, że skończyło się tylko na tym, bo na grupie facebookowej wróżono jej utratę całości lub sepsę i śmierć.
Tartufo ma natomiast FTS polegający na wiotkim ogonie, bo idiota woli spać na szybie głową w dół, niż korzystać z wszelkich dekoracji. Więc tak - mam za sobą porażki hodowlane do których się przyznaje.
Łącznie mam tych gadów aż 6 sztuk. Mango i Chałwa mieszkają razem. Oczywiście w dalszym ciągu nie wzięłam się za przebudowę terrarium, czyli standard i mnie. Plan zakłada dodanie kryjówek, żeby wpuścić tam kolejne dwie lokatorki: Nugatkę i Toffie. Ich imiona to zresztą dowód na to jak natura jest bezczelna, a moja wiedza mała. Jako "hodowca" bez zielonego pojęcia o tym, jak te gady zmieniają barwy w miarę dorastania, uznałam, że maluchy będą ciemne i czekoladowe. Chuja prawda. Obie są żółte jak ich matka, którą - przypominam - przywiozłam z Polski. Jedynie Tartufo zlitował się i odziedziczył geny po Hamlecie - ma inne ubarwienie i całkiem znośną koronę na łbie.
Tu Toffie (na dole) i Tartufo 3 miesiące od wyklucia. Info dla niewtajemniczonych: wykluły się u mnie, w warunkach domowych, miesiąc po Nugatce.
I mała Nugat kilka minut po tym jak znalazłam ją na szybie w terrarium (nie wiem czy kiedykolwiek w życiu byłam aż tak podekscytowana):
Najciekawszy kolor ma chyba Mango, którą mam od "dzidziusia", choć nie wykluła się u mnie (prezent od Starego). Jako mały gnojek była pomarańczowa, ale z czasem zaczęła pokrywać się czarnymi kropkami. I ktoś mógłby pomyśleć, że to rarytas, ale nie jest tak. W świecie snobistycznych hodowców liczy się również budowa: im większa i szersza głowa, tym cena zwierzęcia szybuje w kosmos. Mango ma czerep wielkości orzeszka i minimalną ilość igieł, więc można ją określić jako "pet'a" - zwierzę nieprzeznaczone do dalszego rozmnazania.
Nie jestem żadnym wybitnym hodowcą, ale lubię obserwować rynkowe trendy. Co chwilę ktoś wynajduje nową odmianę kolorystyczną, która na początku kosztuje więcej niż hulajnoga elektryczna. Kiedyś był szał na osobniki niemal białe, teraz w modzie jest czerń i antracyt. Były też dalmatyńczyki z czerwonymi kropkami, które wyglądały jakby chorowały na ospę. Moje gekony są w kolorach standardowych, co w języku branżowym oznacza: tanie i pospolite. Ale i tak uważam, że są śliczne. Nawet Hamlet, który przez większość czasu wygląda jak zgniła oliwka.
Pokażę Wam najdroższe kolory, tak w ramach ciekawostki
Axantic:
Phantom cappuccino:
Lilly white:
Red spots Dalmatian
I kompilacja
Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, że gekony potrafią zmieniać odcienie. Nie jest to spektakularny pokaz jak u kameleonów, ale zmiana rzuca się w oczy. Raz są blade - szczególnie, gdy śpią lub będą przechodzić linienie - a innym razem dostają niesamowicie intensywnych barw. Hamlet jest w tym mistrzem: z nudnej szarości potrafi podkręcić kontrast do niemal głębokiej czerni z mlecznym paskiem na grzbiecie. Wygląda wtedy niezwykle groźnie, jak mały dinozaur.
Hodowanie egzotyki w domu zawsze budzi kontrowersje wśród obrońców moralności, ale uważam, że jeśli zapewni się im odpowiednie parametry, to zwierzęta mają głęboko w nosie, czy siedzą w szkle, czy na drzewie. I tu dochodzimy do pytania: dlaczego wybrałam orzęski, a nie legendarne gekony lamparcie, które zna chyba każdy?
Odpowiedź jest prosta: jestem leniwa i zależało mi na gadach, które przeżyją w temperaturze pokojowej bez montowania w pokoju całego sprzętu generującego ciepło oraz promieni uva i uvb. W Nowej Kaledonii, skąd pochodzą, temperatura oscyluje w granicach 21-26 stopni, a w nocy spada do 18. Żadne tam tropikalne piekło. Wilgotność skacze tylko w nocy - stąd moje wieczorne latanie ze spryskiwaczem. No i życie nocne wyklucza montowanie lamp emitujących promienie UV.
Jedynym momentem, kiedy drżę o ich życie, to okres letni. Jeśli moje mieszkanie nagrzeje się do niemal 30 stopni, dla orzęsków oznacza to wycieczkę na tamten świat. Ale ponieważ lubię eksperymentować na żywym organizmie, radzę sobie w dość partyzancki sposób. Zamrażalnik mam zawalony wkładami do lodówek turystycznych. W upały kładę je na górnej siatce wentylacyjnej terrariów. Nigdy nie byłam orłem z fizyki, ale akurat jakimś cudem zapamiętałam, że zimne powietrze zawsze opada w dół. No i taka metoda jest znacznie bezpieczniejsza niż wrzucanie zamrożonego plastiku bezpośrednio do środka: bez owinięcia ręcznikiem mogłabym zafundować jaszczurkom krioterapię ze skutkiem śmiertelnym. I temperatura w zbiorniku nie obniża się zbytnio (sprawdzałam).
Pewnie ciekawi Was, jak wygląda kwestia bujnej roślinności w moich zbiornikach. Otóż krótko: nie pierdole się z żywymi okazami. Gekony bardzo szybko wyleczyły mnie z tego pomysłu. Przez swoje skoki i niedostosowaną do gabarytów wagę, demolowały każdą żywą roślinkę. Po tygodniu wszystko było połamane lub obsrane, więc cóż... Wszystko, co zielone, jest z plastiku. Widzę tutaj same plusy, bo nic nie więdnie, nie zdycha. Można to wyjąć, zalać wrzątkiem, zdezynfekować i mieć święty spokój. Jedynym naturalnym elementem dekoracyjnym są korzenie, po których moje gekony się wspinają.
Czasami dopada mnie taka refleksja - może nie tyle żal, ile chwila słabości - że mogłam się wstrzymać z zakupem, odłożyć konkretną gotówkę i kupić giga króla: gekona olbrzymiego. To największy gekon na świecie. Żyje w Nowej Kaledonii tuż obok moich kurdupli, gekonów omszałych i gargulcowych. W ogóle, te wszystkie gatunki są moim zdaniem najbardziej dziwaczne i upiorne :D
Tu gekon olbrzymi
Gekon gargulcowy, w tym przypadku odmiana Red











Nieziemskie są!!!🤩😮 przepiękne i zaskakująco malutkie. Cudne! Nie wiedziałam, że masz ich tak dużo. Mega ciekawy wpis, dziękuję :)
OdpowiedzUsuńOne tak jednakowo traktują rękę (która je karmi 😏) jak kawałek drzewa czy szkła? Jak cos po czym można się wspinać i tyle? Reagują jakoś na Ciebie?
OdpowiedzUsuńoj, nie jest tak (niestety). Ostatnio zmieniałam podłoże w jednym terrarium i był to pierwszy raz, gdy gekon mnie ugryzł. Wiec zdarzają się osobniki agresywne. Każdy gekon z mojego domowego zoo reaguje na mnie inaczej. Hamlet jest płochliwy, Mango i Chałwa są hiper spokojne, Nugatka nieśmiała, a Toffie panikarą i agresywna. Ale co ciekawe - gekony rozpoznają swoich opiekunów, co widzę po reakcji ostatniego gekona: Tartufo. Mnie olewa, ale gdy widzi mojego partnera to wpada w taki amok, że muszę zasłaniac szybę.
UsuńAle zdarzają się gekony tak wychillowane, że jedzą chętnie z pęsety lub łyżeczki :)
UsuńPiękności ❤️
OdpowiedzUsuńEj świetne są, małe smoki! Jedynie ten olbrzymi jakoś tak przypomina mi posążek grubego buddy :D himawari nie mogę się zalogować XD
OdpowiedzUsuńFaktycznie,.trochę tak wygląda :D
UsuńBardzo podobaja mi sie gekony, ale hodowac bym nie mogla. Sasiadka ma :D Ten gekon olbrzymi toz dopiero paskuda, ale rozumiem, ze na swoj sposob urocza :)
OdpowiedzUsuńNo... Wygląda wręcz obleśnie, ale ja lubię wszystko co brzydkie. Gekony olbrzymie, koty sfinksy, moje rysunki xD
Usuń