Sycylia
Mówią, że co cię nie zabije, to cię wzmocni, ale na tym wyjeździe mam wrażenie, że to przysłowie wymyślił ktoś, kto nigdy nie próbował odpocząć xD
Miało być merytorycznie o gekonach i jeden ładny wpis przedurlopowy, ale wyszło jak zwykle, czyli totalny emocjonalny paździerz. Temat jaszczurek muszę odłożyć na moment, kiedy moja stopa (o ile dożyję) stanie z powrotem na stabilnej niemieckiej ziemi.
Skąd ta obsuwa? Cóż, moja legendarna już stabilność emocjonalna i przeżywanie, znowu dały o sobie znać. Nie będę się tu produkować i wylewać żalów, bo szkoda waszego czasu. I mojego też.
Przede wszystkim to chyba mój mózg przeszedł w tryb czuwania i odciął dopływ jakichkolwiek funkcji. Pamiętacie ten parking, który anulowałam? No więc okazało się, że jednak znajdował się dokładnie tam, gdzie trzeba xD Dlaczego? Bo jednak raczyliśmy lecieć z tego lotniska, a nie z Frankfurtu main. Tak - sprawdziłam dobę przed odlotem, na które lotnisko musimy się udać.
W ogóle nie wiem, w jakim uniwersum dotychczas żyłam, ale byłam święcie przekonana, że klaustrofobiczne lotniska to domena odizolowanych od świata wysp. Otóż nie. W niedzielę moje oczy ujrzały Hahn :D wiecie jak to wygląda? Wchodzicie drzwiami i od razu wpadacie na kontrolę osobistą, a sekundę później stoicie pod bramkami, których dla całej Europy przewidziano sztuk cztery xD
Po wylądowaniu postanowiłam zabłysnąć intelektem i oświeciłam mojego Starego, że zarezerwowane polo niekoniecznie będzie nasze, bo umowa jasno mówi o samochodzie podobnym. I faktycznie, system ma niesamowite poczucie humoru. Po dopełnieniu formalności poszliśmy odebrać kluczyki i zamiast miejskiego, klasycznego autka dostaliśmy... Jeepa avengera. Z przebiegiem - uwaga - 200km. Nie - nie zjadłam żadnego z zer.
I tak, przez pierwsze minuty próbowaliśmy odkryć gdzie podziała się gałka od automatycznej skrzyni biegów. Oczywiście jej nie było, bo zastąpiły ją jakieś designerskie przyciski.
Nasze lokum to kwintesencja sielanki: prywatny dom, piętro, totalne ubocze. Wieczorami uskuteczniam romantyczne posiadówy na tarasie, który w rzeczywistości jest po prostu dachem budynku z wielkim boilerem, i z drinkiem w ręku podziwiam odlatujące samoloty.
W nocy, jakieś bliżej niezidentyfikowane, lokalne zwierzeta biegają po dachu i serio czekam, aż któreś przebije się przez sufit i wyląduje mi prosto na twarzy. Na pocieszenie dodam, że rewir jest gęsto obstawiony przez gekony. Są wszędzie, więc przynajmniej codziennie jakiś chwilowo odwraca moją uwagę od faktu, że zaraz zawali się na nas strop xD
Żeby nie było, że tylko narzekam: natura tutaj jest bezbłędna. Krajobraz, gdzie góry brutalnie łączą się z morzem, robi zajebiste wrażenie. Byliśmy w rezerwacie przyrody i niemal dostałam oczopląsu: z każdej strony widok był tak kirewsko idealny, że aż prawie pokochałam życie.
Niestety, natura naturą, a fizjologia nie wybacza. Nadal jestem zmęczona tak, że to już podchodzi pod stan chorobowy. Mój obecny cykl dobowy wygląda następująco: wypijam jedno piwo i mam banię jak po trzech dniach ostrej libacji. I południu muszę zaliczyć drzemkę regeneracyjną, oczywiście po uprzednim odpaleniu Netflixa na telefonie.
Dzisiaj postanowiliśmy dobić moje zwłoki i wstaliśmy o 4 rano, żeby zdążyć na wycieczkę quadami. Ponieważ byliśmy jedynymi chętnymi na tę formę zwiedzania, to młodziutki przewodnik wraz z kolegą uznali, że zrobią nam dłuższą trasę, bo standardowy program skończylibyśmy przed czasem. W efekcie zaliczyliśmy hardcorową trasę pod samą Etną, przejechaliśmy wąwozem Alcantara i przemknęliśmy przez parę uroczych miasteczek.
Jestem tak potwornie poobijana, że noc spędzę zapewne na baczność, a jutro na plażę nie wejdę o własnych siłach. Jeśli zobaczycie na sycylijskim wybrzeżu kobietę poruszającą się za pomocą chodzika lub na noszach ratunkowych - tak, to ja.













Podoba mi się taka "lokalność" :) sama we Włoszech spałam w domku, który z zewnątrz był super, a w środku np z klosza lampy (jak sprawdzaliśmy dlaczego nie działa) wylała się woda!
OdpowiedzUsuńSycylia jest ostatnio w moich kregach popularna. Moi rodzice byli w zeszlym roku i corki kuzynka byla miesiac temu. Powinnam udac sie na jakies takie lono natury.
OdpowiedzUsuńBo po urlopie powinny być tak minimum że 3 dni na dojście do siebie :D
OdpowiedzUsuń