Od parkingu do transplantacji :)
Zacznijmy od tego, że jako prawdziwy strateg zarezerwowałam parking z transferem już miesiąc temu. Dopiero teraz mój potężny intelekt zorientował się, że oferta dotyczyła lotniska krajowego, a nie międzynarodowego xD Naprawdę nie wiem, jakim cudem ta podejrzanie niska cena nie zapaliła mi w głowie żadnej czerwonej lampki. Na szczęście udało się wszystko anulować i uzyskać zwrot hajsu. Na lotnisko zawiezie nas za to darmowy szofer, czyli kolega Starego. Czyli jest happy end.
Jeszcze tylko tydzień pracy i w końcu będę mogła profesjonalnie gnić na plaży, wpierdalać lokalnego streetfooda i robić zdjęcia dziwnym stworzeniom. Nie nastawiam się na żadne ambitne zwiedzanie. Jedyne, czego obecnie oczekuję od życia, to ładne widoki, kontakt z naturą i święty spokój. No i może brak ludzi w promieniu kilometra. No dobra - pięciu km.
W związku z tym oficjalnie rozpoczynam projekt "przeżywanie". Jest to rewolucyjny program polegający na odczuwaniu tego, co aktualnie się dzieje, zamiast klasycznego dla mnie analizowania każdego pierdnięcia rzeczywistości pod mikroskopem xD odinstalowałam gemini i chata gpt, i przestałam bezmyślnie googlować każdą chujowinke przelatującą mi przez czaszkę.
W pracy zapierdol, czyli stabilnie :) Ku mojemu zdziwieniu obyło się bez ofiar śmiertelnych, choć ostatnio wyczailam idealne miejsce przy parkingu, gdzie mogłabym zakopać ludzkie zwłoki.
Co najlepsze, dokładnie w piątek podczas mojego urlopu przypada dzień integracyjny, więc z czystej empatii... przedłużyłam wolne do wtorku :P nie będę nadrabiać zaległości i oficjalnie pierdole to. Niech inni wykażą się charakterem i wezmą ten syf na klatę.
Na obiad zaserwowałam dziś królika w sosie śmietanowo-ziołowym. Oczywiście jako wybitna kucharka po raz kolejny udowodniłam, że mam wywalone na BHP. Znowu zapomniałam założyć długi rękaw i zostałam diabelsko poparzona przez pryskające masło. Nie wiem, ile razy można popełniać ten sam błąd, ale ja to robię ciągle.
Upiekłam też amerykańskie crumble cookies. Wiecie jak to się pewnie skończyło :) moim flagowym numerem jest napierdolenie za dużo ciasta na blachę. I też tak właśnie zrobiłam. Nie testowaliśmy jeszcze smaku ani konsystencji. Szczerze mówiąc, nawet nie wiem, jakie te ciasteczka powinny być, bo nigdy wcześniej nie próbowałam tego viralowego wynalazku.
Poza tym nasze menu to ostatnio nuda i monotonia. Grillowane mięso, sałatki i smoothie owocowe. Z uporem maniaka katujemy melony i ananasy.
Do łask wróciły też gotowce typu dim sum i sajgonki, bo lidl rzucił tydzień azjatycki, a gotowanie od zera było dla mnie zbyt trudne. Często bolała mnie głowa, do tego mam pmsa.
Pogoda: skutecznie uniemożliwiła mi ona jakiekolwiek spacery. Przez cały tydzień albo napierdalał deszcz, albo piździło, albo oba te zjawiska występowały jednocześnie. Zaryzykowałam wyjście z jaskini całe dwa razy. Spacerowałam z głową zadartą do góry, obserwując czarne chmury z przekonaniem, że zaraz lunie.
Z ciekawszych spotkań na łonie natury: znalazłam martwego, młodego szopa pracza. Podejrzewam, że dopadł go lis albo jakiś większy ptak drapieżny. Wilk raczej nie zostawiłby takiego malucha. I tak, bardzo chciałam zobaczyć szopa pracza na żywo. Tylko miałam na myśli wersję kompletną, oddychającą i poruszającą się o własnych siłach, a nie z flakami na wierzchu.
Drugim projektem dnia było fryzjerstwo ekstremalne, czyli przycinanie kudłów Pimpkowi w okolicach odbytu, jakby przydarzyła mu się niespodzianka podczas naszej sycylijskiej przygody.
Trzeci projekt, z czystego lenistwa, przełożyłam na następną sobotę. Chodzi o czyszczenie terrariów, ważenie oraz sesję fotograficzną gekonów. Tak więc Beatko na blogu pojawi się pełen pasji wpis o gadach.
W międzyczasie przyszła nowa karta od ubezpieczyciela, a wraz z nią broszurka o dawstwie narządów i mała deklaracja do portfela. Wypełniłam ją bez najmniejszego zawahania. Mnie tam kompletnie wszystko jedno. Jak już zejdę z tego świata, lekarze mogą brać ze mnie, co chcą. Nerki, wątrobę, rogówki itd. Mogą mnie nawet wypchać i postawić w jakimś muzeum.
Pamiętam jednak, że w liceum na biologii mieliśmy debatę na ten temat i kilka osób stanowczo nie chciało oddać po śmierci serca do transplantacji. I w tej deklaracji można zaznaczyć, jakiego narządu nie chcemy oddawać.
Apropos rozbierania ludzi na części - opiekunka Pimpka, która pracuje jako technik operacyjny, wyznała mi kiedyś, że ze wszystkich rzeczy, jakie widziała w szpitalu, najbardziej przeorała ją asysta przy pobieraniu narządów do przeszczepu. I w sumie trudno się dziwić. Psychicznie musi to być kosmos. Rozbieranie człowieka na narządy podczas, gdy on teoretycznie żyje, musi być kurewsko trudne do udźwignięcia i przerobienia w głowie.














Był kiedyś taki film, w którym śmiertelnie chory mężczyzna wybieral ludzi, którym odda swoje organy, aż tego poszukam. Swoją drogą nie wiedziałam, że to się odbywa na jeszcze zyjacej osobie, chociaż jak się zastanowię to ma sens 🙈
OdpowiedzUsuńCo do pogody: ja normalnie na pogodę nie narzekam, bo mi szkoda energii, ale ostatnio to jest jakaś przesada, dwa tygodnie deszczu, szaro, zimno, wieje, jest czerwieeeec, chce sloncaaaaa! Tylko nie upału :D Zazdroszczę Sycylii :D
UsuńSiedem dusz! Z 2008, czyli mniej więcej wtedy, kiedy jeszcze oglądałam jakiekolwiek filmy XD
UsuńU mnie pogoda odwrotna, słońce, nie za gorąco, idealnie. Wiec łażę z jedną już tylko kulą, w drugiej ręce telefon i szukam obiektów. Ale tylko nieciekawą gąsiennicę spotkałam. No i trzmiele norkę mają tuz przy domku, co w moim ograniczonym świecie jest wielkim wydarzeniem! Czekam na wpis o gekonach🤩. Fascynują mnie, są takie smocze.
OdpowiedzUsuńJa juz od lat mialam te karte wypelniona, ale gdzies doczytalam, ze to nie tak, ze bez tej karty nie moga pobrac Twoich narzadow nawet, jesli nie wyrazilas zgody. K uwielbia sajgonki, ale jeszcze nie trafilismy na dobre kupne. Cos jeszcze mialam...ej ja dopiero ostatnio odkrylam, ze jak sie robi ciastka to sie formuje kulki i one sie przeksztalcaja... ja to zawsze sie bawie w wycinanie a powstaje mi z tego jedno, wielkie ciastko :D
OdpowiedzUsuńCan, to zależy od rodzaju ciasta - takie nierosnące, np maślane, są super do wycinania :D
Usuń*moga pobrac
Usuń