Króciutko i nudno :)
Będzie totalnie przyziemnie i bez rozkmin.
U nas przez cały tydzień było grubo ponad 30 stopni. Dopiero dzisiaj, po nocnej burzy, zrobiło się odrobinę chłodniej, chociaż nadal nie mogę powiedzieć, że jest czym oddychać. No, ale ok, nie będę narzekać, bo przynajmniej nocami temperatura spadała poniżej 20 stopni. Dało się jakoś schłodzić mieszkanie i spać jak człowiek. Obyło się również bez chłodzenia terrariów.
Największa zagwozdka towarzysząca mi przez ostatnie dni, to co właściwie jeść, kiedy na dworze panuje skwar? Żywić się wyłącznie jogurtami, smoothie i lodami?
W zeszły weekend kupiliśmy siatkę dojrzałych awokado. Mój Stary oczywiście zarzekał się, że tego zielonego paskudztwa do ust nie weźmie. Po wielokrotnym przemyceniu go w różnych pastach usłyszałam jednak, że awokado jest zajebiste xD a chwilę później, że chce więcej.
Największym kulinarnym zaskoczeniem okazał się tatar z pomidorów podany na paście z awokado, czerwonej cebuli i jogurtu naturalnego. Niby banalna potrawa, ale cały sekret tkwił w tym, że pomidory wcześniej trafiły do air fryera.
Drugim zajebiście dobrym obiadem były pieczone ziemniaki, ciecierzyca z puszki i cukinia. Do tego pasta z fety, jogurtu, oliwy z chilli i suszonych pomidorów. Prosto, szybko i bez konieczności stania przy garach.
No i oczywiście zupa krem z pieczonych pomidorów z jamon serrano i burratą. Więcej do szczęścia naprawdę nie potrzebuję. Może jeszcze klimatyzacji, ale nie można mieć wszystkiego :)
Największy kulinarny fail tego tygodnia to tofu z grilla, z sałatką. Tofu - wg mnie - nie ma smaku i ma konsystencję, która jest odrzucająca.
Stary dzisiaj wybył do innej roboty, więc z nudów zaczęłam odgracać dom. Głównie wyjebałam kartony po różnych ustrojstwach, które od lat zalegały na strychu. Oprócz tego poleciały różne przydasie, które nigdy nie zostaną użyte, oraz kilka par butów. Jak pewnie się domyślacie, takim sposobem wypełniłam wszystkie kontenery należące do naszego domostwa. Mam nadzieję, że sąsiedzi mnie za to nie ukamieniują.
Z takich sympatycznych obserwacji sąsiedzkich: ulicę wyżej mieszka rodzinka, która codziennie wyprowadza kota na smyczy. Sam widok kota na smyczy nie jest już niczym niezwykłym, bo w miastach można spotkać ich coraz więcej. Ten przypadek jest jednak wyjątkowy. Kot od kilku lat jest ślepy. Wcześniej był kotem wychodzącym, więc właściciele postanowili nadal zapewniać mu trochę rozrywki i spacerów, jednocześnie pilnując, żeby nie zrobił sobie krzywdy. Zwierzak nauczył się tej rutyny do perfekcji i chodzi dosłownie jak piesek. Zna okolicę, ma swoją stałą trasę i wygląda na całkiem zadowolonego.
Mam też za sobą pierwsze hennowanie włosów: dokładnie henną z dodatkiem indygo, bo nie chciałam skończyć z rudą czupryną i zależało mi raczej na czymś wpadającym w brąz, czy tam kasztan. Efekt jest zadowalający, przynajmniej dla mnie. Sam proces farbowania był natomiast doświadczeniem... osobliwym. Zapach siana towarzyszył mi przez kilka dni, przez 48 godzin nosiłam nie włosy a miotłę. Czyli w skrócie, całe przedsięwzięcie było może nie katorgą, ale czymś, co określiłabym jako wyjątkowo mało przyjemne.
Z plusów - włosy są wyraźnie grubsze, siwizna przykryta, ogólnie jest dobrze, więc będę ten zabieg powtarzać. Muszę również dotrzymać własnego postanowienia i definitywnie zrezygnować z normalnej farby, bo późniejsze rozjaśnianie może skończyć się piękną zielenią. Na zielone włosy nie jestem i raczej nie będę gotowa.
Niestety moje trzy monstery musiałam ponownie przesadzić, bo okazało się, że wybrałam za małe doniczki. Szmaty uparły się i za chuja pana wafla nie chciały wypuszczać nowych liści. Teraz czekam, aż łaskawie zaczną rosnąć.
A tu macie update monster uciętych. Na pierwszym i drugim zdjęciu jest ta najstarsza, a dokładnie oczko, które obudziło się do życia. Ku mojemu niezadowoleniu jest ono położone najwyżej - miałam nadzieję, że roślina zacznie puszczać liście na dole :)










Też nie znosiłam tofu, aż odkryłam wędzone tofu pieczone w piekarniku - wcześniej starte na tarce. Smakuje jak chrupiące skwarki z boczku 😂 Ale jednak mniej kalorii, więcej białka i bezmięsne, bo staram się je ograniczać. Wykorzystuję wszędzie tam, gdzie użyłabym mielonego mięsa.
OdpowiedzUsuńO, jaki fajny pomysł :D długo pieczesz?
UsuńEj jadłabym wszystkie te obiady, łącznie z tofu ;D ja mam z awokado osobliwy związek - uwielbiam je i jeśli jem na mieście i jest dostępna opcja z awokado, zawsze je wybieram. Na przykład w Gdańsku tosty z awokado w wersji fancy wpadały dwa razy dziennie. Ale jak kupię do domu, to najczęściej wyrzucam XD dlaczego? Nie mam pojęcia! Co do henny - ja kiedyś używałam Cassi, podobny proces, jeszcze pamiętam ten zapach 😅 i jeszcze wageknkota na smyczy: co o tym myślisz? Bo jeden z naszych kotów bardzo rwie się na dwór, musimy mega uważać na uchylone okna. Ale zawsze myślałam, że koty się męczą na smyczy… u nas w okolicy jest też ciekawy przypadek, widziałam tego faceta tylko trzy razy, ale szedł na spacer z psem i kotem, obydwa zwierzęcia bez smyczy, ale szły grzecznie gęsiego, nawet bez nawoływań! Magik jakiś ten facet :D może magiczny flet, jak szczurołap z baśni?
OdpowiedzUsuńWątek kota 😅
UsuńWybacz chaos tego komentarza :D mam nadzieje, ze jest zrozumiały, mimo moich trudności ze składaniem logicznych i poprawnych zdań :D
UsuńOczywiście, że zrozumiałam. Chodzenie z kotem na smyczy jest spoko, ale jest jeden haczyk: jeśli raz pokażesz kotu świat zewnętrzny i mu się spodoba, to będzie chciał więcej. A wiesz jakie są koty - one mają w dupie, że np. Jest noc i wszyscy śpią :)
UsuńOn akurat nie umie miauczeć XD ale pewnie samo czarowanie pod drzwiami byłoby irytujące haha
UsuńMógłby zacząć drapać w drzwi, skakać na klamkę lub zrzucać przedmioty żeby zwrócić na siebie uwagę :P koty potrafią w ten sport :)
UsuńDobra, cofam ten pomysł XD
UsuńJa też bym to wszystko zjadła, już się czuję głodna. A monsterę ciachnęłaś gdzieś? I jakie masz oczekiwania wobec monstery-matki 🤨
OdpowiedzUsuńMnie monstery nauczyły, że w życiu nie wszystko się udaje, nawet jak wszystkie mądrości na temat się wyczytało. I zastosowało. Fascynuje mnie Twój gekon, jakby chciało Ci sie napisac o nim wiecej, to ja bym z wypiekami na twarzy czytała😉. I o tym robactwie przywiezionym jakiś czas temu.
OdpowiedzUsuń