Wielkachujnia
Zapytałam ai, jak wyglądałby mój kot, gdyby był człowiekiem. Cóż, czat gpt potwierdził moje obawy - to byłby ten typ faceta, który wygląda jak Ferdynand Kiepski, tylko że uzależniony od herbatki.
Btw, w przeciwieństwie do psów, koty zadomowiły się same. Dobre 10 tys lat temu przeprowadziły się do ludzi, by polować na myszy, a następnie zająć miejsce na kanapie.
Nadal tkwię w fazie snu nieskończonego. Jedyny plus jest taki, że dzięki temu całkowicie zignorowałam zmianę czasu. Jaka byłam przyjebana, taka jestem nadal. Liczę, że jak pogoda w końcu przestanie mieć dwubiegunowke, to i ja poczuję się lepiej.
Dzisiaj rano, z niewyjaśnionych przyczyn, postanowiłam rozprawić się z galaretą. To jest fascynujące, że w tygodniu walczę z budzikiem, a w dzień wolny, kiedy mogłabym spać do południa, budzę się wcześniej niż do pracy xD dla wyjaśnienia - w Niemczech Wielki Piątek jest dniem wolnym. Wracając do mojego poranka, to oczywiście Pimpek, słysząc szelest moich rzęs (odnoszę wrażenie, że nawet słyszy jak rosną), uznał, że to idealny moment na skakanie po moich organach wewnętrznych i radosne smarkanie mi w twarz. No tak... Miska do połowy pusta, więc wg niego nastała klęska głodowa.
W kwestii zaopatrzenia na święta: Stary wykazał się wczoraj dobrocią, urwał się wcześniej z pracy i ogarnął shopping, żebym ja nie musiała razem z nim tamować ruchu w markecie. Zażyczył sobie sałatki jarzynowej, ale w wersji tiktokowej - pieczonej zamiast gotowanej. Zrobiłam. Chuj wie jak smakuje, bo nienawidzę pietruszki, selera i groszku. Czy jest tu ktoś normalny, kto też tego nie trawi?
Za to ja czekam na jajka. W tym roku postawiłam na buraczane spa (kąpiel białek w soku z buraka) i pastę z żółtek. Żurek wjedzie w niedzielę - tradycja to tradycja, nawet jeśli to tylko wymówka, by zjeść kiełbasę na śniadanie.
Z resztek galarety uformowałam ekstremalnie czosnkowy salceson. Czekam, aż się zetnie. Urok galarety i salcesonu polega na tym, że dzięki kolagenowi mogą leżeć w lodówce tygodniami. W sumie to taka jadalna mumifikacja.
Tu jeszcze pornofood z bieżącego tygodnia: pasta z wędzonej makreli, przygotowania do fasolki po bretońsku i ciasto drożdżowe, które opadło.
Znowu robię za darmową służbę u kotów kolegi. W niedzielę odwaliłam tam sprzątanie, żeby chłop miał czysto po powrocie, a on wrócił i po trzech dniach znów wylądował w szpitalu z gorączką. Rak prostaty to bezlitosny skurwysyn: chodzenie z cewnikiem skończyło się infekcją, a prawda jest taka, że problemy z nietrzymaniem moczu będą go prześladować do końca życia. I jestem pewna, że mocno wjeżdża to na psychike.
A u nas w domu... Szyby mamy tak udupcone, że Jezus na bank się na nas obrazi. No, ale skoro pogoda jest do dupy, to ja sobie te smugi interpretuję jako artystyczny nieład. Zresztą, podczas pełni i zachmurzonego nieba, brud na oknach daje niesamowite efekty przy zdjęciach nocnych. Tak - wymyśliłam bokeh z brudu i polecam jako nowy trend w fotografii mobilnej.
Aparat w telefonie to złoto. Super makro, tryb nocny - oprócz smug na szybie, mogę fotografować formacje utworzone z kocich kudlow. Najlepsze jest jednak ładowanie: 40 minut i mam pełną baterie. Kurde, jakby mój poziom energii ładował się tak szybko, to pewnie byłabym teraz władcą jakiegoś małego kraju w Europie południowej. Ale nie można mieć wszystkiego.
Z innej beczki: w pracy najbardziej dobija mnie nadmierna werbalizacja, czyli styl komunikacji, którego nienawidzę. Moim przekleństwem jest dbałość o znaczenie słów. Kiedy ktoś zalewa mnie potokiem pojęć, które nawet nie leżały obok synonimów, mój mózg zaczyna się gotować. Muszę filtrować ten bełkot, poprawiać go w głowie, wyłapywać istotne fakty i jednocześnie udawać, że słucham dalej. To jest kurwa jak praca na 4 etaty.
Zaczęłam czytać na ten temat. Często to mechanizm obronny: ludzie, którzy nie mają nic merytorycznego do powiedzenia, podświadomie wierzą, że jeśli przestaną mielić ozorem choć na sekundę, świat zorientuje się, że w ich głowie żyje tylko jeden neuron. Czasem to nic innego jak szybka dawka dopaminy - osoba paplajaca dostaje jej zastrzyk jak po dobrym seksie. U innych to po prostu deficyt funkcji wykonawczych w korze przedczołowej. Ich mózg nie ma zainstalowanego filtra sensowności wypowiedzi, więc każda myśl, nawet ta najbardziej upośledzona, trafia prosto na język bez żadnej kontroli jakości. Moim zdaniem jest to wchuj niehigieniczne. Są jeszcze ludzie, którzy nie potrafią formułować myśli, ponieważ cierpią na wtórny analfabetyzm. Ich słownictwo jest tak ubogie, że muszą używać dziesięciu zdań podrzędnie złożonych, żeby opisać czynność, którą sprawne intelektualnie czlowiek nazwałby jednym czasownikiem.
Sama nie jestem dobra z języka polskiego. Doskonale wiem, że moje własne wypociny kłują w oczy. Ten tekst, poprawiałam milion razy (od godziny 7 do 11) i pewnie dlatego moje wypowiedzi ustne są krótkie i zwięzłe. Ale to wcale nie sprawia, że cudza paplanina nie boli mnie mniej. Wręcz przeciwnie - świadomość własnej ułomności tylko pogłębia moją frustrację, gdy muszę przedzierać się przez cudze rzygowiny. No i chyba boję się, że utrwalą mi się błędy lingwistyczne xD
A odchodząc już od sklejania cudzego pierdolenia w coś, co nie przypomina udaru u przedszkolaka - badania sugerują, że po każdym rozproszeniu (słynne pytanie czy mam MINUTĘ), mózg potrzebuje od 15 do 30 minut, by wrócić do pełnej koncentracji. Biorąc pod uwagę częstotliwość odrywania mnie od zadań oraz wysiłek jaki muszę włożyć, by przetworzyć ten słowny pierdolnik, wychodzi na to, że w pełnym skupieniu nie pracuje... nigdy.
Z innej beczki: młody szef rzucił mi wyzwanie. Zaprojektowanie grafik na koszulki, żeby nie wyglądały jak robocze. Jestem już magazynierem, fotografem, filmowcem, technikiem ortopedii (hobbystą, wiadomo), przedszkolanką, wolnym słuchaczem, dekoratorem wnętrz i logistykiem. Teraz będę jeszcze damskim odpowiednikiem Karla Lagerfelda.
To ja i Pimpek wygenerowani przez ai. Czy mnie się wydaje, czy wyglądam tutaj jak Viktoria Beckham? XD
Mieliśmy też niecodziennego gościa pod firmą. Dwa łabędzie, z których jeden postanowił wylądować na samochodzie na parkingu. Czy wiecie, że łabędzie to jedne z najcięższych ptaków latających (mogą ważyć do 15 kg)? Przez tę masę mają drogę hamowania jak boeing. Do tego ich system nawigacji ma błąd, ponieważ błyszczącą karoserię mylą z taflą wody. Ten nasz - po zaliczeniu solidnego gonga z maską Seata - otrzepał pióra i udał się na piechotę, nad jezioro. I wiecie co? Chcę być jak to majestatyczne ptaszysko.















Ja dziś byłam w pracy, ale wczoraj pogotowałam sobie część rzeczy to przeróbki. Pietruszki i selera nie znoszę, ale groszek? Mniam :D Niestety ja nie lubię czynności wstawania. Nie dorosłam jeszcze do momentu, że w dzień wolny budzę się wcześniej niż przed pracą żeby nadrabiać. Zasada jest taka, że mogę spać, aż muszę do kibla, już ostatecznie :D A co do łabędzi, to one tylko z wody potrafią startować chyba, więc co mu pozostało, zasuwać na piechotę.
OdpowiedzUsuńJak to się stało, że ja przegapiłam Twój wpis?! Idę czytać
OdpowiedzUsuńEj aparat robi mega ostre zdjęcia! a z samej funkcjonalności jesteś zadowolona?
UsuńPimpek kiepski mnie rozwalił totalnie 😂
A ze spaniem masz dokładnie tak, jak moje dzieci - w dni szkolne muszę je siłą ściągać z łóżek o 8, a w dni wolne to one mnie budzą o 7 XD f*ck logic
Już się zastanawiałam czy mój wpis jest widoczny, bo praktycznie nikt nie skomentował xD telefon spoko, ale ja nie mam wielkich wymagań - oprócz aparatu ma mieć podstawowe funkcje :) vivo przypomina w obsłudze Samsunga, więc dla mnie to była lekka zmiana (Huawei ma ciut inną nawigacje) :) aparat jest czadowy, ale też trzeba nauczyć się go używać - w weekend wstawię foty. Ze snem to nie wiem skąd się bierze niemożność wstawania gdy trzeba, przy jednoczesnym byciu na nogach gdy jest wolne :D
UsuńCo do wpisu: chyba magia Wielkanocy :D chociaż u mnie akuratnie tradycji było tylko malowanie gotowanych jajek - pisakami 😂 a wstawanie? Nie wiem, może przekora 😂
UsuńMyślę wejdę przy weekendowej kawce, zobaczę co teraz słychać. Czytam chu*nia. Myślę, o mamy podobnie ! Czytam dalej a to tylko taki tytuł i raczej wszystko ogarniacie :D Btw. nie myślałaś o wprowadzeniu do swojego rytmu ćwiczeń jakiegoś ruchu cardio? Ja postanowiłam wprowadzić rucking z uwagi na nienawiść do biegania i wymówkę, że niby w hashimoto bieganie nie jest wskazane. Super sprawa, co prawda nie wdrożyłam tego jeszcze regularnie ale nawet nie wiedziałam , że coś takiego jest. To szybki marsz z plecakiem/obciążeniem. Polecam. Super sprawa z tym kotem, muszę wrzucić swojego psa i nas, niech nas ludzi też zrobi w wersji pies :D haha. Ja ostatnio bawię się chatem w analizę kolorystyczną i też całkiem dobrze mu wychodzi. Kiedyś myślałam , że są 4 typy jak pory roku a okazuje się, że jest dużo podtypów.
OdpowiedzUsuńNie znałam tego typu cardio :) dzięki za polecajkę. Tak z ciekawości - co wkładasz do plecaka? Butelki z wodą? Książki? Z analizą kolorystyczną zetknęłam się w święta Bożego Narodzenia, ponieważ moja przyjaciółka wybierała się ze szwagierką na konsultację xD oczywiście za pośrednictwem chata gpt zrobiłam sobie w zaciszu domowym :D
Usuń