"Ja to tu tylko zostawię"

Nie należę do żadnego teamu, fanklubu ani innej cyfrowej sekty. Nie ołtarzykuję influencerom, celebrytom ani politykom, ale jak chyba każdy, od czasu do czasu zanurzam się w ten wirtualny ściek. Sprawdzam, jaka drama właśnie wybuchła, kto kogo rozliczył, kto komu zalazł za skórę. Sprawdzam, co tym razem odjebał dioz, czy Maja Staśko osiągnęła już orbitę. Robiłam to rzadko, bo prawda jest taka: newsy karmią nas padliną.

Wojny, wybuchy, strzelaniny. Standardowy zestaw śniadaniowy. Więc kiedy weszłam na profil Łukasza Litewki, zobaczyłam coś niemal podejrzanego: sprawczość. Uratowane psy, konkretna pomoc, historie ze szczęśliwym zakończeniem. A historia gościa terminalnie chorego, który dostał pracę w fundacji polegającą na korzystaniu z życia z psem? Miód. Wiec jak było mi za dużo przykrych informacji, wchodziłam, scrollowalam i jakoś tak czułam się odrobinę lepiej.

W środę zamknęłam przeglądarkę. Wróciłam do swoich spraw. A następnego dnia - dosłownie twist - wypadek. Nie żyje. Koniec, jakby ktoś przerwał w połowie zdania. 

I tak - uderzyło mnie to mocniej, niż chciałabym przyznać. Mój rówieśnik. Nie byliśmy znajomymi, nie piliśmy razem wodki. Ale miałam do niego ten rzadki rodzaj szacunku, ktory wynikał z efektów. Gość robił rzeczy realne.

Szok nie bierze się znikąd. My, ludzie, mamy wbudowany system obronny, który działa jak tani marketing i sprzedaje nam wizję, że złe rzeczy przydarzają się totalnym randomom. Natomiast nigdy jeśli ktoś jest młody (jakie to zabawne, że o sobie nigdy tak nie powiedziałam), sprawczy i medialny. Wtedy dorabiamy mu odporność na los, pecha i cudzą głupotę. 

I do tego zabawnie brzmiący efekt halo - skoro ktoś jest skuteczny i dobry, to podświadomie przypisujemy mu więcej: że jakoś się wywinie. Że jest nieśmiertelny. Że ma pancerz (spoiler: nie ma).

Halo, ziemia!!!

Teraz będzie niewygodnie, w rzecz kontrowersyjnie, ale przynajmniej uczciwie. Samobójstwa przestały mnie szokować. Cóż, po fakcie okazuje się, że ludzie widzieli, słyszeli i oczywiście leczyli się z ofiarą na depresję przez dekadę, choć wcześniej milczeli jak zaklęci. To tragiczne, jasne, pokazuje znieczulicę społeczną, ale... jakoś mnie to nie paraliżuje. Może dlatego, że sama od lat kolekcjonuję takie myśli i znormalizowałam je tak bardzo, że stały się elementem wystroju mojej czaszki.

Mój mózg się przyzwyczaił. Habituacja robi swoje - to wygląda w ten sposób, że jeśli przez lata masz w głowie nawet najchujowsze myśli, to śmierć z własnej ręki przestaje być czymś koszmarnym. Staje się jedną z opcji. Staje się czymś normalnym i wręcz naturalnym. Staje się wręcz znajomą - może paskudną, ale kto w swoim otoczeniu nie ma takiej kolezanki?

Samobójstwo - w moim odczuciu - to sprawstwo. Wypaczone, bolesne, tragiczne, ale jednak od innych śmierci wyróżnia je jedno - decyzja.

A wypadek? Wypadek to totalne gówno. To  brutalne zderzenie z iluzją sprawiedliwego świata - tą bajką, w której dobrzy ludzie dostają dobre zakończenia. Nie dostają. Czasem dostają statystykę, a ona jest nieubłagana.

Można łykać witaminy, żeby być zdrowym i zadławić się tabletką. Można wieszać firanki i spaść z drabiny tak niefortunnie, że jedynym trwałym efektem będą idealnie czyste okna dla spadkobierców. Można wyjść po bułki, bo zabrakło śniadania i nie wrócić, bo statystyka uznała, że właśnie dziś pora. Można wyjechać rowerem na sielską przejażdżkę i zostać plamą na asfalcie. 

Absurd? Tak. Rzadkie? Też. Ale możliwe. I to wystarczy, żeby rozwalić nam w głowie poczucie kontroli. To demoluje nasze bezpieczeństwo ontologiczne czyli przekonanie, że świat jest w miarę przewidywalny. Chuja prawda - nie jest ani trochę, choć bardzo chciałabym w to wierzyć. Najbardziej przerażające jest to, że to wszystko nie jest wyjątkiem. To jest norma, tylko rozłożona cieniuteńko, żebyśmy mogli funkcjonować i nie zabijać się podczas każdej czynności.

No, ale statystyka jest niestety nieubłagana. Liczy. Sumuje. I nie ma znaczenia, czy ktoś jest dobry, zły, znany, anonimowy, czy właśnie zrobił coś naprawdę wartościowego. W tej grze nie ma punktów za moralność, lajki czy pozycję. Jest tylko prawdopodobieństwo.

W Polsce co roku ginie około 200-250 rowerzystów. To znaczy, że co mniej więcej dwa dni ktos zdrowy tryb życia zamienia na trumnę.

Przykry funfact: statystycznie więcej wypadków zdarza się w domu niż w pracy. Upadki z drabin, schodów czy poślizgnięcia w wannie generują tysiące zgonów rocznie. 

Rocznie na świecie w wypadkach drogowych ginie ok. 1,3 miliona ludzi. To tak, jakby co roku z mapy znikała cała populacja Estonii, bo ktoś musiał pilnie odpisać na smsa. W Polsce to ok. 2000 osób rocznie.

Samobójstwa vs wypadki komunikacyjne: w Polsce statystyki są bezlitosne - więcej osób odbiera sobie życie, niż ginie w wypadkach samochodowych (ok. 5000 rocznie). To jest wręcz kurewsko fascynujące, że bardziej boimy się pijanego kierowcy niż własnego mózgu, który statystycznie jest dla nas dwa razy większym zagrożeniem niż cały ruch drogowy razem wzięty.

Pozytyw: statystycznie rzecz biorąc, najbardziej prawdopodobne jest to, że przeżyję dzisiejszy dzień. Ale statystyka ma to do siebie, że gówno ją obchodzi, czy akurat będę tym jednym przypadkiem na milion, który zepsuje średnią.

Więc tak - uważajcie na siebie.

Komentarze

  1. Siostro, kiedyś Ci opowiem o moim pierwszym załamaniu nerwowym

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tez jednym okiem obserwowalam Litewke, nie fanatycznie i zwykle nie wplacalam na jego zbiorki, chociaz sie zdarzalo - powod prosty, bylo wiadome, ze ludzie to zaraz ogarnia a ja "lubie" wplacac tam, gdzie stoi. Mnie ruszylo bardziej to, ze kiedys patrzac na jego profil przeleciala mi przez glowe taka mysl, jak wybuchnie internet, jak on niedlugo umrze. I to mi sie zdarzylo juz kilkakrotnie, ze kogos gdzies widzialam, mialam taka mysl i ta osoba w krotkim odstepie czasu umierala - no ale pewnie tez tu moze wjechac jakas statystyka. Wiec to mnie w tej konkretnej sytuacji troche przerazilo, jakbym powiedziala do siebie "kurwa no przeciez nie myslalam tego na powaznie". Ja czytam te wszystkie komenatrze o niesprawiedliwosci zawsze i sobie mysle - ale co jest w tym niesprawiedliwego? To jest wlasnie sprawiedliwe, ze moze dotknac kazdego. Jest to podwojnie smutne, bo zginal ktos, kto mial dobry i realny wplyw na tylu ludzi i tyle ludzkich tragedii, ale wciaz - jest to sprawiedliwe, ze nie gina tylko osoby malo sprawcze, biedne czy zle. Samobojstwa mnie tez nie ruszaja, ja juz stracilam w ten sposob sporo osob. Bardzo dobry kumpel powiesil sie na krzyzu milenijnym w moim miescie, to byla imba wtedy, ze zabil go szatan - doslownie takie byly naglowki w gazetach - a to byl po prostu zagubiony dzieciak, gnebiony przez rowiesnikow w szkole, do ktorej wyslali go rodzice. Tak samo moj jeden byly sie powiesil przed pandemia, chociaz jakby powodow dalej nie znam. Kiedy moj brat palnal tylko - to kto bedzie nastepny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bałam się napisać o samobojstwach i jaki będzie odzew. Na szczęście minimalny :) też dużo moich znajomych kończyło życie z własnej ręki i jak pomyślę, to wszyscy oprócz mojego ex (tak, moj też to zrobił), skakali z wysokości.

      Usuń
    2. Wow, to ciekawe, bo "u mnie", ale jak pomysle teraz to faktycznie u mnie tez 3 przypadki skokow z wysokosci, ale reszta zdecydowanie powieszenie sie. I szczerze, to sa sytuacje, w ktorych jestem za dostepem do eutanazji na zyczenie - ludzie zasluguja na smierc w ludzkich warunkach. Samobojcy to ludzie mocno cierpiacy psychicznie i jeszcze tu musza sie zmagac z tak straszna sytuacja, w ostatnim momencie swojego zycia. Chociaz wiadomo, ze czesc daje sie odratowac i potem juz tego nie robia, bo chca zyc.

      Usuń
    3. Moi znajomi, którzy odebrali sobie życie nie byli nawet na jednej wizycie u specjalisty. Tu widzę ogromny problem, bo system kuleje i dostęp do terapeuty oraz koszta są przeszkodą. Nie mówiąc już o wąskim myśleniu, bo w dalszym ciągu leczenie psychiatryczne jest powodem do wykluczenia społecznego i wyzywaniem od czubków. Jeśli jednak ktoś latami się męczy, a lekarze nie znaleźli metody by pomóc, jestem za eutanazją.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty