Botaniczny hobbysta-sadysta

Podobno jestem przepracowana. Nie wiem, czy traktować to serio. Zawsze uważałam, że okazywanie słabości jest nie na miejscu. Więc co robię? Zaciskam zęby, idę do przodu i udaję, że wszystko gra, bo przecież jeśli pokażę, że jestem krucha, to ktoś mnie zje. Albo co gorsza - zapyta, czy wszystko w porządku, a ja będę musiała odpowiedzieć.

Problem w tym, że granie kogoś, kim się nie jest, to poważna sprawa. Od poniedziałku do piątku jestem najlepszą wersją samej siebie: wydajną, uśmiechniętą, ogarniętą. W weekend organizm robi kuku i przechodzi w tryb totalnego wyczerpania. Wczoraj np. głowa mnie rozbolała tak, że pojawiły się nudności i jedyne, na co było mnie stać, to przesadzanie monster i przywiązywanie ich do palików. Tak, wiem - brzmi jak poczynania seryjnego mordercy roślin, ale spokojnie :) Robię to z miłości.


A propos palików - ciekawostka botaniczna: rośliny pnące jak monstera, reagują na podpory. Kiedy czują stabilizację, inwestują więcej energii w rozwój większych liści. W naturze wspinają się po drzewach, więc im wyżej, tym więcej światła, a więc i większe liście. Myślałam, że to kolejny mit, ale życie zweryfikowało tę informację. Moja albo variegata - zamiast spektakularnego liścia - wypuściła wypierdka.

Dziś poszłam o krok dalej i ucięłam tę dużą. Tak kurwa - zrobiłam to. Bolało mnie na samą myśl o odmłodzeniu rośliny. Robiłam podchody jakbym miała zrobić komuś lobotomię przy użyciu śrubokręta, dlatego zaangażowałam partnera. Po za tym, najlepiej przeżywa się takie operacje w duecie. Ucięcie było jednak konieczne, dlatego że roślinka zaczynała przypominać drzewo, jej dolne liście umierały co roku, łodyga zdrewniała. Teraz w donicy stoi niemal kikut z czterema liśćmi, z czego jeden żółknie i odpadnie w ciągu najbliższych kilku tygodni.


Resztę rośliny pokroiłam na sadzonki. Dwie wrzuciłam do wody, jak robi większość ludzi - skoro wszyscy tak robią, to znaczy że metoda działa. Jedną natomiast włożyłam do wermikulitu, żeby pobawić się w naukowca amatora. Jeśli się ukorzenią, będę miała trzy nowe rośliny. Po co? Nie wiem kurwa sama, ale znam siebie i wiem, że się ich nie pozbędę.


Niby wszystko pięknie i ładnie, ale jesli coś wypuści korzenie, nie znaczy jeszcze, że ma przyszłość. W sumie to jest wiedza, którą moglabym spokojnie zastosować do połowy moich życiowych decyzji xD Każda sensowna sadzonka monstery musi mieć węzeł. To tam siedzi całe to magiczne oczko, czyli uśpiony pąk z merystemem (tkanką twórczą). Bez tego można wsadzić roślinę do wody, do ziemi, do święconej wody, w dupę i nic z tego nie będzie.



Najpierw i tak idą korzenie. Komórki przy węźle włączają tryb przetrwania i zaczynają produkować korzenie przybyszowe. Monstera ma fajną przewagę, ponieważ często już wcześniej ma zawiązki korzeni powietrznych, dlatego po kilku tygodniach można dostrzec korzenie i cieszyc się przedwcześnie :D Kluczowy  moment to dopiero oczko. Jeśli się obudzi, zaczyna rosnąć nowy pęd. Najpierw wygląda jak zielony robak, a potem zamienia się w liść. I oczywiście pierwszy liść jest zwykle rozczarowujący. Mały, bez dziur. A dlaczego? Bo nawet monstera ma swoje priorytety. Najpierw sieć korzeni, a potem estetyka. 


Swoją drogą, po wszystkim doszłam do wniosku, że mogłam ją skrócić jeszcze bardziej. Na razie czekam, co się stanie, bo na zdrewniałej łodydze jeden zalążek wygląda obiecująco. Jeśli roślina ruszy z kilku miejsc, zamiast drzewka będę miała krzak. I o to mi chodzi.


Hibiskusy też przesadziłam - oczywiście z gracją słonia w składzie porcelany. Jeden pąk i liść odpadły, więc naturalnie wpadłam w spiralę zgłębiania wiedzy, czy da się to uratować. Internet, jak to internet, ma odpowiedź na wszystko, np. Znalazłam filmik by włożyć do piasku z wodą. Niestety, botanicznie to bzdura. Liść może wypuścić korzenie przybyszowe, ale nigdy nie stanie się pełnoprawną rośliną, bo nie ma tkanki twórczej. Będzie zatem jak ręka odcięta od reszty ciała. Może chwilę żyć, ale nie ma merystemu, czyli nie ma z czego zbudować nowej rośliny. A pąk? To organ zaprogramowany na kwitnienie i zdychanie. Nie ma opcji na drugą karierę. Wątpię, żeby ten, który wyrzuciłam, był pąkiem renesansu.

Pimpek, oczywiście, uznał hibiskusy za obiekt godny badań naukowych. Wczoraj robił podchody, ale dziś już ma wyjebane. Rośliny docelowo trafią na balkon, ale nocą musi być powyżej 10 stopni - inaczej dostaną szoku termicznego i będę zmuszona wyjebać je do kosza. Na razie stoją na parapecie i przyzwyczajają się do słońca. Mamy balkon od południa, który latem zamienia się w grilla. Hibiskus to akurat lubi. Odkryłam też, że jeśli monstera jest przyzwyczajona, to również daje radę. Moje stoją przy południowym oknie od zawsze i nie spaliły się na popiół, mimo że internet straszy usmażeniem. Nawet ludzie z Miami raportują, że ich monstery żyją w ostrym słońcu i mają się świetnie. 

I teraz najlepsze: skoro moja monstera mieści się w drzwiach, to może latem też polecieć na balkon. Logika jest niepodważalna. Jedyny problem to taki, ze może urosnąć tak, że już nie wróci do środka. W sumie tworzenie problemów na przyszłość i zamartwianie się to moja pasja, więc czemu nie dołożyć sobie kolejnych?

Uprawa kolekcjonerskich monster to proces, gdy moje emocje się... Odpalają. Gdy pojawia się nowy liść, siedzę i patrzę jak zaczarowana, licząc na spektakularną wariegację (jasne, nieregularne plamy wynikające z braku chlorofilu). To piękne, ale też ryzykowne, bo mniej chlorofilu to mniej fotosyntezy. Tym razem yellow marilyn mnie zaskoczyła: wygląda na to, że liść będzie w połowie żółty. Za to white monster mnie rozczarowala. Na jej nowym liściu jest wariegacji tyle, co nic, a ponoć jest stabilniejsza niż odmiana mint.



Czyli wychodzi na to, że jak rośliny mają wsparcie, to rosną lepiej. Jak się je przytnie - czasem odżywają. I tutaj mogłabym jakoś pięknie napisać kilka zdań o tym, że rośliny są jak my. Że jak dostaniemy wsparcie, to pniemy się górę. Że odpowiednie warunki ułatwiają nam rozwój. Tylko jak odnieść się do ujebania kończyny? :P

Komentarze

  1. A ja ostatnio wszystko zabijam. Zazdroszczę chłopu, on ma zielone paluchy

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty