Początek marca

Czasem mam wrażenie, że powinnam regularnie przypominać, w jaką podejrzanie dobrą społeczność trafiliśmy. Człowiek spodziewa się sąsiadów, którzy donoszą na źle posegregowane śmieci, a tu zamiast tego dostaje ekipę ratunkową od przenoszenia drewna i spontanicznelą imprezę przy beczce z ogniem.

Znowu przyjechało drzewo do mojej sąsiadki, którą pieszczotliwie nazywam niemiecką mamą. Już w drodze do domu zaczęłam analizować, gdzie do jasnej ciasnej schowałam rękawice robocze, ponieważ jak zwykle wcisnęłam je do jednej z miliona szuflad.

Finalnie w operacji noszenia martwych drzew brały udział cztery rodziny, cztery generacje, w sumie 11 osób. I kiedy już skończyliśmy, to jeden z sąsiadów - koleś o instynkcie mocno imprezowym - stwierdził, że skoro już się tak narobiliśmy, to jedzie z córką do sklepu po żarcie i odpalamy grilla :D

No i tak to się kończy. Wydawało mi się, że siedziałam tam krótką chwilę przy płonącej beczce, a potem nagle jest północ, wszyscy są napchani po korek, a ktoś wyciąga kolejną butelkę xD

Oprócz piwa testowaliśmy różne likiery, w tym malinówkę mojej mamy. Produkt niemal farmaceutyczny. Wg mojej mamy podobno pomaga przy przeziębieniu. Z mojego eczorajszego doświadczenia wynika, ze pomaga głównie zapomnieć, że istnieje coś takiego jak umiar.

Rano oczywiście kac delikatny jak kopniak w czerep. Ale co się naśmialiśmy to nasze.

Z innych spraw: mój znajomy wrócił na kilka dni do domu po operacji zastawki. I powiem szczerze, że ja bym go w takim stanie ze szpitala nie wypuściła. Wyglądał jak zwłoki z doczepionym szlaufem i workiem na mocz. Zero siły, zero kondycji - ciężko było go widzieć w takim stanie.

Na szczęście ma wokół siebie ludzi, więc przez ostatnie dni ktoś wpadał z zupą, ktoś sprawdzał opatrunki, ktoś zaglądał czy jeszcze oddycha. Ja zajęłam się pakowaniem go na rehabilitację, bo w takich sprawach jestem ekspertem. Lata praktyki w byciu cebulą i lataniu z bagażem podręcznym do 10 kg nauczyły mnie idealnego upychania rzeczy w walizce.

Teraz została nam jeszcze opieka nad jego kotami. Mamy nawet grupę na Whatsappie do ustalania dyżurów. Mój przypada dopiero jutro :)

Praca jak praca. Jedna osoba nadal jest dla mnie kompletnie zbędna, a momentami wręcz aktywnie sabotuje wszystko dookoła. W desperacji poprosiłam nawet chata gpt, żeby wyliczył, kiedy może iść na emeryturę, bo znając jej entuzjazm do pracy, podejrzewam, że zrobi to w pierwszej sekundzie, kiedy tylko prawo na to pozwoli.

Dziś plan był typowo sobotni: ogarnąć siebie i mieszkanie, czyli symbolicznie odkopać się spod gruzów życia xD Wczoraj, jeszcze na lekkim wstrząsie po sąsiedzkiej integracji, udało mi się przynajmniej powiesić pranie i włączyć kolejne. Doszłam do wniosku, że w całym budynku i tak wszyscy są solidnie najebani, więc nikt nie usłyszy pralki tłukącej o drugiej w nocy.

Zrobiłam też nowy zakwas na żurek. Na razie jest w fazie wstępnej, więc do spożycia będzie gotowy za ponad tydzień. 

A jeśli chodzi o treningi, to idą mi ostatnio jak krew z nosa. Na poddaszu panuje lekki zaduch, więc moje tętno podczas ćwiczeń skacze do poziomu, przy którym zaczynam rozważać, czy aby na pewno chcę jeszcze żyć aktywnie. Progresja ciężarów też idzie marnie, ale prawda jest taka, że jestem w punkcie, w którym układ nerwowy i ciało już się przyzwyczaiły. Oczywiście mam kolejny cel i jest nim wyciskanie na ławce hantlami 10kg. Zmieniłam też technikę wiosłowania sztangą i zeszłam z ciężaru (28kg). Dla mojego ego było to doświadczenie nieprzyjemne, ale przynajmniej robię to teraz poprawnie i naprawdę czuję plecy.

Daję sobie jeszcze miesiąc jedzenia ile wlezie, z naciskiem na białko, a potem wchodzę na lekki deficyt albo dorzucę jakieś mordercze WODy (workout of the day). Nie spodziewam się spektakularnej przemiany sylwetki. Do budowania mięśni mam predyspozycje mniej więcej takie, jak Stary do łyżwiarstwa figurowego.


Komentarze

  1. Przyszła moja miarka z Aliexpress. Jest super! Waga stoi albo nawet rośnie, a cm mi pokazały, że jednak coś spadło. I co ciekawe, ja mam dysproporcję w udach, prawe jest szczuplejsze o kilka cm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jesteś zadowolona z zakupu! Dysproporcja w kończynach jest normalna - u mnie jest duża w łydkach i nawet mój lekarz podejrzewał zakrzepicę xD

      Usuń
    2. P.s. dużo Ci spadło cm? :)

      Usuń
    3. Nie chce mi się liczyć w sumie, ale jak patrzę na wymiary jak zaczynałam - to od 3 do 8 cm w każdym miejscu :)

      Usuń
    4. Wow niezła różnica :) długo już ćwiczysz?

      Usuń
    5. Nie ćwiczyłam cały styczeń, bo nie miałam Multisporta, ale w sumie od listopada trzymam dietę i staram się ruszać. Więc to co spadło, to przez cztery miesiące

      Usuń
    6. Wow, to jest bardzo dobry wynik jak na tak krótki okres czasu!

      Usuń
    7. No właśnie na miarze widać, bo na wadze... W porywach -3 kg

      Usuń
    8. To i tak super osiągnięcie - z resztą sama widzisz, że wizualnie sylwetka się zmienia, nawet jeśli kilogramów nie ubywa zbyt wiele. U mnie waga idzie w górę i do tego nie jestem kompletnie przyzwyczajona xD

      Usuń
  2. Fajnie, ze macie takich sasiadow, u nas to nawet na dzien dobry potrafia nie odpowiedziec :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W miastach tak chyba właśnie jest, że każdy sam sobie i raczej pozostaje anonimowy :D

      Usuń
  3. Ale super z tymi sąsiadami - moi rodzice się tak zintegrowali na osiedlu, choć prawie wszyscy są od nich 3x młodsi :D Za to moi sąsiedzi to jedna młoda rodzina z małymi dziećmi i dwie kancelarie prawne - tu lekko nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba lepsze niż mieszkania wynajmowane studentom :P

      Usuń
  4. Na początku tacy sąsiedzi wydają się super. Niestety potrafią się zbiesić i nie rozumieją, że odwiedziny i piwkowanie codziennie nie wszystkim pasuje. Oby u Was nie stali się tacy, bo ja niestety mam słabe wspomnienia z sąsiadami zbytnio rozrywkowymi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jest luz, mieszkamy tutaj od lat - zwykle to jest tylko pogawędka pod płotem, wypicie jednego piwa na ogródku, nic nadzwyczajnego. Ten sąsiad "imprezowicz" czasami robi takie wieczorne posiadowy z grillem czy ogniskiem, ale też go rozumiem, bo jeździ w trasy na kilka tygodni i chce w ciągu tygodnia nadrobić deficyt towarzyski. Tutaj jest trochę jak za czasów mojego dzieciństwa, że jeden troszczy się o drugiego, jest sąsiedzka pomoc, dzieci są "nasze" - ale też bez wchodzenia z butami w cudze życie.

      Usuń
    2. Można powiedzieć, tak w sam raz. Optymalnie. To się chyba rzadko zdarza, bo albo Arktyka albo równik. Macie szczęście 🙂

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty