Nudne raportowanie
Mój tydzień upłynął pod znakiem czegoś, co chyba miało być przeziębieniem, ale takim które utożsamia się z moim niezdecydowaniem. Poniedziałek: klasyczne przemarznięcie i kaszel. Wtorek: cudowne ozdrowienie. Środa: pociąganie nosem i ból stawów w kończynach. Czwartek: znowu nic, a piątek - ogólne rozbicie. Przy tej cudownej rotacji symptomami miałam wrażenie, że mój organizm stara się dopasować stan zdrowia do dni treningowych. Dzięki temu mogłam realizować plan, skutecznie dobijając się na własne życzenie :D
W pracy ludzie albo chodzą smarkający, albo leżą w domu pod pierzynką, w zależności od tego, ile mają siły, żeby podnieść dupę z łóżka. Pogoda wydaje się być rozkapryszona, więc ubieranie się sensownie graniczy cudem. Ja jakoś się trzymam, choć czasem przemknie mi przez głowę myśl, że najrozsądniej byłoby zjeść surowego ziemniaka, dostać solidnej sraczki i zamknąć się w domu na tydzień. Ostatecznie jednak nie idę tą drogą - jem normalnie, bez eksperymentów, a z dziwnymi symptomami z pierwszego akapitu walczę przy użyciu herbaty z czystka :P
Mój plan treningowy zakładał zwiększenie obciążenia, oczywiście metodą minimum z minimum. Mam te przeklęte, nowe talerze i tym razem cudownie pasują do średnicy sztangielek. Ten punkt będę musiała koniecznie zawrzeć w top moich 5 osiągnięć w roku 2026.
Tak - z lenistwa robię martwy ciąg ze sztangą łamaną, bo nie chce mi się wszystkiego przekładać na gryf prosty :D
Update siłowy: 9kg na łapę przy wyciskaniu na ławce, 12kg wiosłowanie w podparciu o ławkę, 50kg martwy ciąg (!!!), 32kg wiosłowanie w opadzie (obawiam się, że moja technika jest chujowa), ohp 7kg na rękę. Reszta ćwiczeń stoi w miejscu, bo nie czuję na obecną chwilę potrzeby zwiększania obciążenia, a wręcz powinnam przy małych partiach go obniżyć na rzecz większej ilości powtórzeń. Zakładam również, że teraz progresja będzie szła chujowo, bo przez pierwsze tygodnie układ nerwowy się adaptuje, a łeb przestaje się bać liczb.
Tu update centymetrowy:
Obwody delikatnie spadły, więc uznajmy, że rekompozycja ciała idzie w dobrą stronę. Wizualnie - zero różnic, ale po pierwsze: na efekty jest za wcześnie, a po drugie: zarys moich mikroskopijnych mięśni mam odkąd pamiętam, niezależnie od tego, czy ćwiczę, czy leżę na kanapie przygnieciona przez moje kocisko. W sumie to zależy mi głównie na minimalnym zaokrągleniu bocznych aktonów barków, co jest mniej więcej tak proste jak nauczenie Pimpka aportowania xD
Stary nadal na zwolnieniu i już mu centralnie odpierdala z nudów. Nie pytajcie ile nowych mebli powstało xD Wczoraj wstał z myślą, że dorobi drzwi do komody w kuchni, zrobił też kaczkę w pomarańczach (w życiu nie widziałam go tak dumnego), a w międzyczasie biegał z odkurzaczem, żebym po powrocie z pracy nie marudziła na syf. Zaczął też narzekać na bezczelność naszego kota, który zaraz po odkurzaniu idzie do świeżo wysprzątanej kuwety, wali dumnie klocka i wysypuje żwirek na podłogę. Nie wiem czy są badania na ten temat, ale ja uważam, że koty robią to specjalnie.
Wieczorem mój partner pokazał mi zapasy żarcia, które dla mnie skompletował, po czym oznajmił, że jedzie do Polski i wraca we wtorek. Muszę zaznaczyć, że w Niemczech nie ma kontroli z zusu jak w Polsce i jeśli nie jest się pacjentem leżącym, to można się normalnie przemieszczać, włącznie z wyjazdem na wakacje. Podobno przy leczeniu depresji jest to wręcz wskazane w ramach rekonwalescencji. W sumie logiczne - zmiana otoczenia rzadko komu zaszkodziła, w przeciwieństwie do siedzenia w domu i gapienia się w ścianę, co będę prawdopodobnie praktykować podczas mojego samotnego weekendu.
A tu żurek i kim chi:
Robię sobie włosingi i różne zabiegi na facjatę, więc po intensywnej pielęgnacji przyszedł czas na bjuti refleksje.
Zacznę od ryja :D Regularnie smaruję go retinolem na zmianę z kwasami. Krem nawilżający też wlatuje sumiennie. Tyle tylko, że szyję już pielęgnujelę na odpierdol się, przez co kilkukrotnie schodziła mi z niej skóra jakbym była spokrewniona z moimi gekonami. Niemniej jednak, na twarzy widać efekty, bo wygląda na bardziej wyprasowaną i promienną. Można wręcz powiedzieć, że wyglądam na mniej zmęczoną życiem :D Testuję też mydło afrykańskie i maskę kolagenową, którą trzeba trzymać na twarzy kilka godzin. Nie wiem czy tutaj będą jakieś efekty, ponieważ użyłam jej zaledwie raz i na ocenę jest za wcześnie. Widzę jednak w niej potencjał w straszeniu domowników.
Najciekawsze są jednak włosy. Układają się wybitnie dobrze. Nie mam pojęcia, co im służy najbardziej, bo ładuję na nie specyfiki rotacyjnie i muszę przyznać, że jest tego wchuj xD do pielęgnacji - z mniej oczywistych rzeczy - dodałam wcieranie oleju batana w skórę głowy, a przy wilgotnej pogodzie - koniecznie przed suszeniem - wlatuje spray wygładzający neboa (w różowej butelce). Robię to po to żebym po godzinie nie wyglądała jak po wsadzeniu paluchów do kontaktu.
Z nowości: znowu opiekuję się kotami i jednocześnie trzymam kciuki, żeby mój znajomy doszedł do siebie po operacji zastawki serca. W czwartek kotom tak się nudziło, że wygrzebały saszety z szafki, część rozszarpały, wyżarły zawartość, a resztę rozniosły po mieszkaniu. Sprzątałam więc nie tylko kuwety, ale też przyklejoną do podłogi karmę i zdrapywalam wymiociny którejś z futrzastych dam. Dzisiaj wg grafika mam wolne, ale jutro już nie i muszę wstrzelić się w okno pogodowe między opadami deszczu.
Samotny weekend nie jest moją ulubioną formą spędzania czasu, ale próbuję zrobić z niego coś znośnego. Odrzuciłam pomysł partnera, żebym przy użyciu opalarki wydobywała słoje z drzwi komody, bo przy moich zdolnościach manualnych tragedia nie byłaby możliwością: byłaby formalnością.
I na zakończenie zdjęcie mojego robaczego imperium:









Bardzo ładnie te robaki. Imperium jak taka minimalistyczna ozdoba, czyściutka i wypolerowana. Gdzie te brudy i śmieci? One chyba są tam na diecie, żeby u gekona wsuwały co się da 😏
OdpowiedzUsuńOdpowiedziałam w komentarzu niżej - przez przypadek klinkelam zły przycisk.
UsuńAkurat to było zdjęcie pudełka hodowlanegoz które jest głównie wysypane węglem drzewnym i zalane do połowy wodą. Tam mają optymalne warunki. Do jedzenia dostają pokarm dla rybek albo kilka ziarenek ryżu. Co jakiś czas kilka takich maleństw przenoszę do terrariów w nadziei, że i tam zaczną się mnożyć i sprzątać odpady biologiczne :)
OdpowiedzUsuń