Skoczogonki i karaluszki

Nowy rok, nowa ja - bla bla bla... U mnie nie ma żadnego nowego początku ani nic, co byłoby chociaż trochę motywacyjne. Spontaniczność to mój klimat i jakbym miała wszystko planować, to moja egzystencja byłaby dla mnie jeszcze bardziej stresująca niż jest obecnie.

Do domu wróciłam z nowymi pupilkami o ile można to tak nazwać: skoczogonkami i trzema karaluchami, z czego dwa wyglądają, jakby żywiły się sterydami. Serio, te skurczybyki są tak duże, że jak je zobaczyłam, to pomyślałam, że mogłyby mi bez problemu odgryźć palec.

Skoczogonki planowałam hodować już wiele lat temu, ale za każdym razem, kiedy zjawiałam się w Polsce, zapominałam zabrać je od siostrzeńca Starego. Tym razem młody zapakował mi eleganckie pudełeczko, dorzucił kilka sztuk i udzielił instrukcje obsługi. No, podobno ich hodowla jest dziecinnie prosta, ale wiecie, że u mnie różne cuda się dzieją więc...ekhm...

Zacznę może od ciekawostki. Skoczogonki rozmnażają się przez partenogenezę, czyli dzieworództwo. To znaczy, że nie potrzebują męskiego osobnika ze sprawnym wackiem. Jeden robaczek wystarcza, by za chwilę pojawiła cała, szczęśliwa rodzinka. Btw, partenogeneza występuje również u niektórych gadów, np. Gekonów płaczących. Kiedyś planowałam ich hodowlę, ale przez ten fakt ewolucyjny właśnie zrezygnowałam.

Niby robię wszystko jak należy - wilgotność wysoka, temperatura odpowiednia, jedzenie jest (3 ziarenka ryżu i szczypta pokarmu dla rybek), a kolonia rośnie... prawie wcale. Zgodnie z tym co mówią google, powinnam mieć już niemal metropolię, a mam robaczą wiochę rodem z Podlasia.

Pewnie zastanawiacie się, po jakiego grzyba mi te dziwne "cosie". Po to, żeby robiły za ekipę sprzątającą w terrarium. Skoczogonki jedzą wszystko, co było żywe. Martwe rośliny, resztki pokarmu, a nawet kupę. A że polowanie na gekonie gówienka pośród sztucznych roślin jest dość trudne, to skoczogonki są moimi mini wybawcami.

Karaczany wiadomo: żrą wszystko. Jakby im pozwolić, to podejrzewam, że zjadłyby nawet pimpkowe żarcie albo mojego kotleta. W naturze są jednymi z najbardziej odpornych stworzeń, ktore przetrwają promieniowanie, będą żyć bez glowy, a pewnie i inne wypadki losowe przeżyją bez zająknięcia. Zatem taki duet pozwoli utrzymać terraria w większej higienie.

Miało być aktywniej więc postawiłam spacer, żeby zacząć robić cokolwiek związanego z ruchem, zamiast siedzieć pod kocem. Oczywiście nie sprawdziłam pogody, bo po co mi to. Założyłam adidasy z bieżnikiem prawie nieistniejscym, skarpetki stopki, do tego narzuciłam na siebie kubraczek dyżurny czyli bezrękawnik. Stopy miałam skostniałe, ręce też, nos prawie mi odpadł, a i kilka razy prawie zaliczyłam glebę. Przez to, dostałam ochrzan od mojej niemieckiej mamy za niedostosowanie ubioru do panujących warunków atmosferycznych.

I Leni w ubranku:

O północy, w sylwka - jak co roku - wyszliśmy na balkon, żeby wypić łyka szampana, popatrzeć na fajerwerki i zrobić to, co robimy zawsze: wylać resztę butelki do kibla.

Na obiad kończę rosół z przeróżnymi dodatkami, czyli dalej tkwię w fazie polskiej wersji ramenu. Stary natomiast ma fasolkę po bretońsku. I teraz trzymajcie się mocno: fasolkę będziemy chyba jeść przez cały rok, bo mój partner zyciowy wrócił ze sklepu z workiem o wadze 5kg. Pięć kurwa kilo - czacie? Spodziewajcie się zatem miliona wariacji podania fasoli :D No i oczywiście ja będę spać w innym pokoju, bo jeśli on to wszystko zje, to w nocy mogę zginąć od zagazowania.


Skoro już jestem przy tych moich noworocznych krokach, to muszę wspomnieć o kosmetykach. W Polsce zaopatrzyłam się w pół Rossmana i Hebe xD Głównie rzeczy do włosów, ale też trochę do facjaty, bo kiedyś muszę zacząć dbać o urodę.  Obecnie na noc kładę retinol, a na dzień wjeżdża witamina c. Do tego to mazidło z mikroigłami i peptydy oznaczone 40+ xD

Za włosy zabrałam się z ogromną chęcią. Leję wcierki na porost, żeby ponownie wyhodować baby hairy i mieć czym się jarać. Dorzuciłam do pielęgnacji również spray wygładzający, jakieś molekularne coś, które odbudowuje włos od środka, i absolutny hit z amazona: ekstrakt z bambusa z silikonem, który jest dość popularny na Dominikanie. Szczerze? To gówno jest genialne :D kudły są po tym gładkie, dociążone, miękkie, sypkie. No po prostu ideał. Zapewne, to jest chemiczny gniot, ale skoro daje efekty, to będę go używać :P



Komentarze

  1. Bleblebleeee karaluchyyyyy moja trauma z Azji XD wiesz, ze one latają? Nie wiem, czy wszystkie, czy są jakieś odmiany XD co do pielęgnacji, mam bardzo podobny zestaw i sobie chwalę - to taki naładowany składnikami aktywnymi minimalizm :D czy działa? Nie wiem, pewnie się nie dowiem, bo musiałabym się sklonować i starzeć jednocześnie z pielęgnacją i bez. Wszystkiego najlepszego w nowym roku 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mówiłam ja, tylko niezalogowana XD

      Usuń
    2. Karaczany chyba nawet gorsze od karaluchów? Na szczęście pająk je świerszcze, ale koleżanka z klasy J ma gekona i i tam wchodzi cały przekrój żyjątek, w tym karaczany. Ponoć kiedyś im jeden spie***lil i musieli do szukać. Ja bym chyba spać nie poszła.

      Usuń
    3. Samce karaczanów mają skrzydła : miałam wykład o rozróżnianiu płci, bo moi sterydzisrze to parka :D ale siostrzeniec mówił, że skrzydła to bardziej do dłuższych skokow niż latania takiego jak motyle i bardzo chciałabym w to wierzyć xD

      Usuń
    4. Conejo, karaczany i karaluchy to to samo. Ale karaczan brzmi jakoś tak profesjonalniej :D co to za pająk, który je świerszcze?

      Usuń
    5. Brachypelma hamorii. Ale chyba większość je świerszcze?

      Usuń
    6. O, miałam go! Moje ptaszniki karmiłam larwami much - z resztą 15 lat temu świerszcze ze zwykłego zoologicznego to był rarytas i głównie pokarm kupowałam w wędkarskim xD

      Usuń
    7. A co, jeśli karaluch zje gekona? 🥹
      Cienko, masz u mnie z 5 wpisów do nadrobienia, just saying 😘😘😘

      Usuń
    8. Krummelku, te skoki to takie podfruwajne XD ale nie chce, żeby te obrazy wypełzały z czeluści mojego mózgu, więc już zamilknę xd strasznie się brzydzę i boję robali wszelakich. Jako dziecko miałam potężną arachnofobię. Teraz jest już troszkę lepiej - nie brzydzę się wszystkich robali, a i małe chude pająki przestały mnie ruszać, ale dalej nie kocham tej części ekosystemu XD

      Usuń
  2. A skąd gekon będzie wiedział, że ma nie zjadać ekipy sprzątającej?

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczesliwie fasola jest podatna na pezerabianie... pasztet albo taka zupe to bym sama zjadla ale nie mam pieciu kilo, zeby mnie do moczenia zmobilizowalo;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha najlepsze jest to, że dzisiaj koleżanka dała mi 5kg ryżu więc chyba będzie ryż z fasolą:D

      Usuń
  4. Dodane do koszyka. To sie stosuje jako odzywke czy to jest maska? Pytam zanim kupie bo opis na amazonie jest swietny tylko nic mi nie mowi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałam poszperać wcześniej w internetach, bo też nie wiedziałam jak to się stosuje :D po umyciu włosów nałożyć na 3-10 minut i spłukać. Tylko nie należy nakładać maski codziennie, bo może obciążyć włosy. Ale jest świetna, moje włosy zachowują się po niej jak po laminacji.

      Usuń
    2. Dzieki. Szukalam czegos takiego wlasnie. Mam kilka z keratyna ale sa do d...

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty