Rip Vitalia

To jest ten dzień, w którym pamiętniki i forum na Vitalii po prostu umarły. Oficjalnie stwierdzam, że my - użytkowniczki portalu - wyginęłyśmy jak dinozaury. 


(w dupę sobie wsadźcie smaczną dietę)

Ło Jezusie Cytrusie... jak mi jest trudno nie wchodzić tam z automatu. Przez lata było tak samo: kawa, telefon, Vitalia, sprawdzanie co słychać - kto się odpalił na forum, kto zrzucił kilogram, kto wrócił z wakacji. A teraz pojawia się komunikat. Nie ma i chuj.

I popatrzcie, jakie to jest pojebane - w wirtualnym świecie można czuć się znakomicie. Bezpiecznie. Autentycznie. Być sobą. Oczywiście, można stworzyć alter ego, kłamać, naginać rzeczywistość i udawać kogoś, kim się nie jest. Ale po co, skoro to kosztuje więcej energii niż bycie sobą. To trochę jak całe życie chodzić w rurkach za małych o dwa rozmiary, kiedy ten fason - nawet o odpowiedniej wielkości - sam w sobie jest niewygodny.

Siedzę więc w pierwszy dzień urlopu i nachodzi mnie refleksja: jak bardzo smutne musi być moje życie, skoro wolałam pisać z ludźmi, których nigdy nie widziałam na oczy, i obnażać przed nimi to, co mam w głowie, zamiast spotykać się z tymi, którzy byli na wyciągnięcie ręki. Tyle ludzi dookoła, na miejscu, a ja wybierałam ekran. Chyba dlatego, że ekran nie ocenia spojrzeniem. Ekran nie przewraca oczami. Ekran nie robi poirytowanej miny.

Samotność wśród ludzi? Tak, ale trochę z wyboru. Z wygody i lenistwa. Nie trzeba wychodzić z domu, umawiać się, planować, wybierać idealnego outfitu. Biorę telefon w łapę i piszę. Koniec. Bo umówmy się - rytuał spotkania na żywo to cały szereg zabiegów. Najpierw trzeba się ogarnąć, ubrać jak człowiek, żeby nie narobić wstydu sobie i komuś. Potem trzeba rzucić komplement na temat nowych butów lub fryzury. Następnie small talk o pogodzie, pracy i tym, jak to czas zapierdala. A dopiero potem, być może, uda się zejść głębiej. O ile w ogóle. Bo przecież spotkanie ma być miłe, a nie terapeutyczne. Niewygodne tematy są zamiatane pod dywan i zastępowane... niczym.

Wirtualnie można wejść z buta. Napisac bez wstępnego pierdolenia o spadającym śniegu. Coś się nie podoba -  piszesz to. Dyskusja robi się gorąca? Wychodzisz. Albo wyciągasz mocniejsze działa, by bronić swojej racji. To takie proste i pozornie bezpieczne.

To głównie dlatego wirtualne pamiętniki były takie zajebiste. Chciałam - komentowałam. Nie chciałam - olewałam klepanie w klawiaturę. Te pamietniki, które prezentowały wartości dalekie od moich, czytałam po cichu albo wcale. Nawet mogłam komuś napisać, że jest foliarzem, bo czemu nie :D Miałam pełną kontrolę nad tym, jak bardzo wchodzę w relację. Mogłam dać kontrę, ale nie musiałam. Mogłam przeklinać tak jak lubię.

Bo na żywo, no to cóż - muszę trzymać się pewnych ram dobrego smaku. Na żywo czuję się zobowiązana być miła. A bycie miłą bardzo często zabija szczerość. Ludzie - oczywiście nie wszyscy - średnio radzą sobie z krytyką. Obrażają się, dopowiadają sobie rzeczy, których nikt nie powiedział. Słowo pisane ma tę przewagę, że można do niego wrócić. Przeczytać jeszcze raz. W emocjach i po emocjach. 

Dlaczego Vitalia była taka wyjątkowa? I dlaczego ta społeczność skradła moje serce? Portal o odchudzaniu, a ja - osoba balansująca na granicy niedowagi. Zero liczenia kalorii, kroków, makr. Żadnych chorób metabolicznych. A mimo to czułam się tam jak ryba w wodzie. Wiecie dlaczego? Bo nadwaga i otyłość bardzo często nie mają nic wspólnego z jedzeniem w ramach hobby. To problem głowy, nie talerza. Zajadanie traum, wpierdalanie emocji, budowanie grubego ciała jako zbroi ochronnej. I to są dokładnie te same problemy duszy, które dotyczą mnie - tylko, że ja reaguję odwrotnie. Gdy mam gorszy czas, ostatnią rzeczą, o jakiej myślę, to jedzenie. Dlatego po kryzysach wyglądam jak zdjęcie rentgenowskie. Ten emocjonalny wspólny mianownik trzymał mnie w tej społeczności.

Ten portal nauczył mnie więcej niż niejedena mądra ksiazka. A właściwie, to użytkowniczki nauczyły mnie najwięcej. Wiedza życiowa, przetestowana na własnej skórze. Radzenie sobie ze stresem, schematy zachowań, polecajki książek i podcastów, stawianie granic, rozwiązywanie konfliktów. Lista nie ma końca. Czytając pamiętniki i pisząc własny, zaczęłam rozumieć siebie. Skąd się wzięły moje problemy, co mną kieruje, dlaczego reaguję tak, a nie inaczej. Nawet nie wiecie ile razy kończyłam czyjś wpis z myślą: oooo kurwa, ja też tak mam. To był moment, w którym docierało do mnie, że nie jestem ufoludkiem. Nie jestem jedyna, inna, gorsza, nienormalna. Wręcz przeciwnie - nawet czułam się zrozumiana i wysłuchana :D

Drugim, cholernie ciekawym doświadczeniem było regularne pisanie. Warsztat. Szlif. Kombinowanie ze słowami. Googlowanie. Przelewanie myśli tak, żeby miały ręce, nogi i sens. I to jest namacalne, bo dziś piszę lepiej. Mam większy zasób słownictwa. Lepiej formułuję myśli. To realnie pomaga mi w pracy, gdzie prowadzę trudne rozmowy z pracownikami i przełożonymi. Potrafię jasno stawiać granice, formułować polecenia, ale też pomagać innym ubrać pierdolnik w słowa.

Cóż... teraz pozostaje mi przejść żałobę i oduczyć się wchodzić na tę stronę. 


Komentarze

  1. Zalapalam sie jeszcze na ostatnie podrygi dzis rano po czym usunelam konto. Po 14 latach. Wiem, ze niektorzy byli tam nawet dluzej, ja w sumie chyba tez mialam jakies stare konto ale bez pamietnika... Mam bardzo podobnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze nie usunęłam konta, bo widziałam. Że można dalej wysyłać PW. Kurde, jak mi ciężko!

      Usuń
  2. Też usunęłam konto. Kij im w cytrynę.

    OdpowiedzUsuń
  3. I to jest myśl trzeba usunąć konto, niech się udławią tą nową wersją

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja odinstalowałam aplikację i już kilka razy dzisiaj łapałam się na przyciskaniu kciukiem pustego miejsca na ekranie 🥲 dla mnie zbudowałyśmy wyjątkowe relacje i mam nadzieję, że przetrwają mimo zmian na v

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam się zalogować do publikacji komentarza ;) Himawari

      Usuń
    2. Dzięki za przypomnienie, Kochana ♥️ Bo zapomniałam usunąć chujków z aplikacji. Pamiętnik usunęłam kilka dni temu, dzisiaj konto. Wypieprzyłam z ulubionych w przeglądarce. No i ta apka jeszcze była, o której zapomniałam. No, ale już luz. Poszła w pizdu! To mówiłem ja, Franek 😁

      Usuń
    3. Franek, Ty tutaj! A ja Cię nie mam u siebie! 😭

      Usuń
    4. U siebie, czyli gdzie? Pisz mi tutaj szybciutko! Franek

      Usuń
    5. Franku, Himawari też ma pamiętnik :) cieszę się również, że do mnie zagladnelasni czekam, aż otworzysz coś swojego!!!

      Usuń
    6. Tak, dokładnie, tylko zamknięty - wyślesz mi e-mail na himawari.blogger@gmail.com? Prześlę Ci zaproszenie :*

      Usuń
    7. Himawari Ty już coś piszesz? Ja u Ciebie nic nie widzę prócz avatara niestety.

      Usuń
  5. Twoje slowa moga byc moimi, pieknie to opisalas, prawdziwie, jak zawsze. Dzsiaj zagladajac tam, nawet mimo ze mi sie nie wyswietlilo ze nie ma strony , tylko moje konto z obrazkiem i niczym wiecej, poczulam sie jakby mnie ktos z jakiegos miejsca wywalil, kopnal i sie pozbyl. Dziwne uczucie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez wyzej piszac z innego urzadzenia nie bylam zalogowana. Ludzie jak mnie te nowe wynalazki wkurzaja. Nie umiem w tym bloggerze.

      Usuń
    2. Jak nie umiesz jak umiesz. Widziałam Twój wpisni bloga - wyglądają zacnie!

      Usuń
  6. Krummelku, jak zawsze, w punkt! Uwielbiam Cię! Franek

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też codziennie wchodziłam, chociaż od paru lat nie pisałam w pamiętniku, ale czytałam i czasem jakiś komentarz wrzuciłam. Pisać niestety ciekawie nie umiem. Szkoda, też trochę mam smuteczek, pamiętniki, które regularnie czytałam to kojarzę, co u kogo się działo... Miałam konto chyba z 15 lat, a wcześniej też jedno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet nie wiem ile lat byłam na vitalii, przypuszczam że koło 10... Wg mnie to posunięcie było zwyczajnie chamskie :(

      Usuń
  8. caly czas nie moge przebolec jak nas z ta vitalia w h oo ja zrobili... , a Ty masz dryg do pisania naprawde, twoje wpisy zawsze sie czyta jak dobra ksiazke.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Szkoda, że często nie mam nic ciekawego do opisania ale cóż - raczej nudne życie prowadzę to i mało nowości u mnie.

      Usuń
    2. Nie mogę wejść na twojego bloga - wyślesz zaproszenie?

      Usuń
  9. no i to najlepsze podsumowanie vitalii jakie rpzeczytalam

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobrze to podsumowałaś i dziękuję Ci za to. ja też więcej czasu spędziłam na Vitalii niż na pisaniu z realnymi ludźmi. Dlatego ostało się ich kolo mnie tylko kilku. (Też nie lubię gadania o dupie maryni ani small talku!). Mimo wszystko warto dbać o te relacje, które mamy. Ktoś tam zawsze jest koło nas myślę. A Ty masz grono wiernych czytelniczek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święta racja. Warto dbać o "żywe" relację bo jak widać, te internetowe mogą być w jednej chwili wykasowane. Dzięki że do mnie wpadłaś i mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej :)

      Usuń
  11. Ja poczekam aż być może prześlą mi ten pamiętnik i wtedy usunę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja nawet o to nie prosiłam - czuję niechęć do kontaktu z nimi!

    OdpowiedzUsuń
  13. Napisałaś wszystko to, co mi leżało na sercu i wątrobie. Aż dziw, że Ty taka młoda, ja taka stara a tyle mamy "wspólnego".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty jesteś młoda duchem, ja mam starą duszę więc... Spotykamy się gdzieś pośrodku :)

      Usuń
  14. Pięknie to opisałaś. Ja na Vitalii przeżyłam całe swoje dorosłe życie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty