Prezentowo

Grudzień jest chyba najbardziej hardcorowym miesiącem jeśli chodzi o wydatki. Człowiek patrzy w kalendarz, a tam nagle wysyp urodzin, świąt, oczekiwań i durnych obowiązków. U mnie ten miesiąc oznacza jeden wielki maraton prezentów dla sąsiadek, przez moje własne urodziny (w tę niedzielę kończę 35 lat, choć mentalnie mam 17), aż po świąteczne polowania na wszystko, co pachnie podarunkiem i prawdopodobnie nikomu się nie przyda.

W tle tej operacji logistycznej śpi Pimpeusz, który jest dosłownie mistrzem zen, w dodatku bez żadnych ambicji. Gdy tylko próbuję zrobić coś produktywnego, on - prawie 6 kilo futra - rozciąga się na papierze do pakowania, na torbie, na mnie. Czasem patrzę na niego, jak tak śpi niezmącony niczym, i myślę, że gdybym miała reinkarnować, to tylko jako kot. Obowiązki: zero. Priorytety: jedzenie, spanie, ewentualnie pierdnięcie w złym momencie :D to się nazywa życie.


Pierwszej sąsiadce, tradycyjnie już, zrobiłam tort. Kiedyś myślałam, że tort to wyraz miłości lub chociażby sympatii. Teraz wiem, że to utrudnianie sobie zycia połączone z Armagedonem w kuchni. Zwłaszcza, gdy tynk ma zbyt rzadką konsystencję. Upierdolona były meble, ja, podłoga i oczywiście Pimpek.

Wycwaniłam się i rozłożyłam prace na dwa dni, ponieważ jestem już na tym etapie życia, gdzie człowiek ma większą świadomość własnej energii oraz jej spadków, szczególnie po intensywnym dniu pracy. Środa była na budyń, galaretki i biszkopt. Czwartek na masę, tynk oraz mój flagowy rytuał przykrywania błędów słodyczami, tak aby wypiek przypominał zamierzoną sztukę współczesną. Tort wyszedł nieźle i piszę to całkiem poważnie. Tak nieźle, że usłyszałam komplementy. Tak nieźle, że sąsiadka zapytała, dlaczego marnuję talent i tkwię w tym kołchozie. Ale... Jaki kurwa talent? Czy ja i czymś nie wiem?

Do Polski jadę jak klasyczny emigrant: z siatkami pełnymi niemieckich chemikaliów, czyli kapsułek do prania, płynów do płukania, past do zębów i innych cudów, które w Polsce sa droższe, a u nas podobno mają normalna cenę i jeszcze są też lepsze. I tak - gdy pakujemy wszystko do auta, wyglądamy jak sklep mobilny z chemią gospodarczą made in Germany.

Prezenty też już przygotowałam. Tacie: koszulka w rybie ości (jest wędkarzem i słucha death metalu, więc wzór idealny) i skarpety z kuflami. Mamie daję kosmetyczne drobiazgi. A bratu kupiłam Draculę po angielsku i włoskie przyprawy - niech sobie je używa w nowiutkiej kuchni zasponsorowanej przez rodziców.


Dziwna rzecz: za każdym razem myślę, że nic jeszcze nie kupiłam, a gdy zaczynam pakować, nagle mam cały magazyn pierdół. Może to zboczenie zawodowe, skoro jestem człowiekiem magazynu...

Jak już jesteśmy przy pracy: początek grudnia wygląda u nas jak wojna i rozpierducha w jednym (w sumie, jedno wiąże się z drugim), ale w tym roku poszło wyjątkowo gładko. Może dlatego, że z naszą Rosjanką tworzymy duet idealny. Kiedyś nie potrafiłyśmy się dogadać. Teraz robimy logistykę i dobrze nam idzie. Wiadomo, czasem wychodzą błędy, jakieś słabości czy nerwy, ale kiedy ona podchodzi, klepie mnie po ramieniu i mówi, że dobrze jej się ze mną pracuje, to coś mi mięknie w środku. Może nie jestem takim wrakiem, jak sobie wmawiam.

I cóż... 35 lat to dziwny wiek. Z jednej strony wydaje mi się, że  jestem wystarczająco dorosła, żeby wiedzieć, kiedy zmienic pościel i w jakiej temperaturze ją wyprać, a z drugiej - na tyle młoda, że śmieję się z debilnych memów o dorosłości.

I jasne - bywają dni, kiedy wszystko dzieje się za szybko, kiedy depresyjna fala przychodzi znikąd, kiedy siadam i myślę, że zaraz mnie pojebie, choć na zewnątrz wszystko wygląda normalnie. Wtedy robię to, co zawsze, czyli gotuję, rysuję, układam życie w kształty, kolory i smaki. To mój sposób na to, żeby świat na chwilę przestał hałasować.

Co do zamknięcia Vitalii: Nie będę robić żadnych podsumowań ani sie żegnać. Miałam plan, żeby ten blog był tylko dla znajomych. Taki kameralny. Ale życie nauczyło mnie jednego: że intymność nie polega na ukrywaniu twarzy, tylko na tym, ile człowiek decyduje się "z siebie" pokazać.


Komentarze

Popularne posty