Kim

Wczoraj ogladnelam dokument na Netflixie o kontrowersji wokół autorstwa słynnego zdjęcia "the Terror of War". I jak to zwykle ze mną bywa, po seansie zostałam ze swoimi przemyśleniami. Możecie zatem się przygotować psychicznie na powrót do mojego cyklu o tym, jak fotografia najpierw udaje narzędzie poznania świata, a potem zamienia się w fabrykę niesmaku.

Cóż... bohaterka zdjęcia - Kim Phúc - została po raz kolejny uprzedmiotowiona. Nie wiem ile razy taka sytuacja miała miejsce w ciągu 50 lat, ale podejrzewam, że było takich chwil więcej. Tym razem została pokazana przez globalną platformę, która zarabia na każdym wyświetleniu jej poparzonej skóry.

Wietnam, był rok 1972. Oficjalna narracja była taka, że sytuacja działa się w małej wioseczce - biegające dzieci, sielanka, normalnie jak w folderze zachęcającym do odwiedzin w celach poznania tamtejszego folkloru. Nieoficjalnie: trwa wojna i ta urocza otoczka była tak samo realna jak prawdziwa czekolada w latach 80.

Nagle z nieba spada napalm, który pali się w temperaturze 1200 stopni i oblepia skórę. Na Wietnam zrzucono 388 tysięcy ton tego gównianego żelu. Po jednym z takich zrzutów, z płonącej wioski biegnie mi.in. dziewięcioletnia dziewczynka. Naga. Poparzona. Przerażona. Biegnie wprost na grupę fotografów, którzy pełni pasji dokumentowania prawdy ustawili się w rządku, żeby uchwycić cierpiące dziecko.

Ktoś naciska spust migawki i zaczyna się cyrk stulecia. Dwóch dorosłych mężczyzn , którzy właśnie zarejestrowali KURWA(!!!) agonię dziecka, przez kolejne pół wieku toczy spór o to, czy to zdjęcie zostało trzaśniete pentaconem, leicą czy innym aparatem. No tak, bo najważniejsze pytanie brzmi, komu należy się nagroda Pulitzera za cudzy ból.

Jasne - udzielono jej pomocy, zawieziono do szpitala. Ale: Po publikacji zdjęcia świat nadaje jej przydomek Napalm Girl, bo ludzie mają trudność z zapamiętaniem jej imienia - brzmi znajomo, prawda?

Przez dekady Kim jest wykorzystywana propagandowo przez wietnamski rząd. Władza kocha symbole - zwłaszcza takie, które krzyczą mniej niż jej obywatele. Jest jednoczesnie żywą maskotką i polityczną pamiątką z wojny. W końcu ucieka do Kanady, by odzyskać własną narrację. Leczy rany, zakłada fundację, ale to już jest nudne. Dla całego świata pozostała napalm girl i nikogo kurwa nie interesowało, czy tego chciala i jak sobie radzi z taką "sławą".

Tutaj znowu pojawia się standardowy mechanizm: obraz wojny musi mieć twarz. Ludzie tego potrzebują, bo działają według czegoś co podobno nazywa się efektem identyfikowalnej ofiary. Nasz mózg współczuje jednostce, ale przy dziesięciu osobach ma problemy, a przy stu po prostu nie ogarnia i wyłącza empatię. Uproszczając, jedno cierpiące dziecko to emocjonalny wstrząs, podczas gdy tłum cierpiących dzieci to już nic innego jak sucha statystyka, która powoduje jedynie wzruszenie ramionami. Po za tym, zdjęcie przedstawiające kilkanaście ciał to za duży chaos i abstrakcja, by mogło wywołać uczucia. To  tłumaczy również, dlatego zbiórka na jedno, konkretne dziecko ma się zawsze "lepiej" niż na fundację wspierającą setki potrzebujących.


Wiecie, wojna to brud, stos ciał i zgliszcza. Takie widoki są zbyt chaotyczne, no bo za dużo na raz w jednym miejscu i - co zabrzmi wchuj brutalnie - nie jest to chwytliwe. Żeby zdjęcie stało się viralem, trzeba skadrować wszystko w takim sposób, by zsumować całe okrucieństwo i nadać symbolikę. Wtedy odbiorca może zacząć współczuć i z czystym sumieniem zignorować resztę wojny.

Gdy giną tysiące ludzi, media potrzebują tylko jednej ładnej twarzy albo sylwetki w dobrym oświetleniu, najlepiej jak z filmu, by było estetyczniej i przyjemniej dla oka - bo takie kadry są bardziej klikalne i wygrywają nagrody.

Tylko, kto płaci za to cenę? Ci, którzy nigdy nie chcieli zostać symbolem cierpienia. Zostali nim z przymusu, a ich trauma jest sprowadzona jedynie do waluty: raz propagandowej, raz prestiżowej, a dziś to chyba jedynie dla podbijania wyświetleń.


Komentarze

  1. Piekny wpis, dzieki za te mysli.

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo się cieszę że jesteś, że piszesz, jesteś bardzo wrażliwa

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty