Herbatka
Wybaczcie te spóźnione życzenia, ale moja obecne zycie polega na byciu w drodze i marzeniu o pięciu minutach, bez towarzystwa obcych ludzi. Skoro jednak znalazłam chwilę to życzę Wam, drogie laski, żebyście spełniły swoje marzenia, zanim starość odbierze Wam na to ochotę. Odhaczajcie te swoje niemożliwe cele - najlepiej od razu, bo jutro może nas trafić szlag i cały ten trud pójdzie na marne.
A teraz typowy wpis:
Z moją przyjaciółką znamy się ponad dwadzieścia lat. I to nie jest przyjaźń z wyboru. To przyjaźń dziedziczna :D Nasi ojcowie chodzili do jednej klasy w podstawówce, razem broili, a później - już jako dorośli mężczyźni, którzy nie potrafili mówić o emocjach - utrzymywali kontakt. Można więc powiedzieć, że ta relacja musiała być okrojona, momentami cicha, a nasze wspólne motto będzie brzmieć "jakoś to będzie".
My poznałyśmy się dopiero w gimnazjum, w pierwszej klasie, kiedy system edukacji postanowił wymieszać dzieci niemal jak słynną sałatkę jarzynową. Trafiłyśmy do jednej sali. Na początku była to zwykła znajomość - taka, w której pożyczenie dlugopisa lub korektora bez pytania nie wchodziło w grę. Z czasem rozwinęło się to w przyjaźń, ale nie taką z fajerwerkami. Bardziej okrojoną, nieintensywną, ale tez z dobrymi i złymi chwilami, które wspominamy z sentymentem.
Oprócz miłości do sztuki i zwierząt, połączyła nas miłość do rytuałów. Niektóre dzieliliśmy wspólnie - na przykład kółko plastyczne. I najważniejsze: jeszcze wtedy, gdy mieszkałam w Polsce i miałam tyle czasu, że potrafiłam wpadać na naprawdę głupie pomysły, był taki jeden, że umawiałyśmy się na pół godziny, żeby pójść do Biedronki po kawę z lodówki i zapalić papierosa na ławce przy tak zwanej alei. W praktyce więcej czasu zajmowało nam dojście do celu niż samo spotkanie, ale to nie miało znaczenia. Ktoś powiedziałby, że rytuały budują więź. Być może. Ja powiem, że wtedy po prostu nie miałyśmy nic lepszego do roboty i nam się nudziło, a przez to znajomość mogła ewoluować na wyższy poziom :)
Dorosłość przyszła jak najbardziej proszona, a wręcz wybłagana. Obie chciałyśmy jak najszybciej opuścić domy rodzinne, by ratować już dość mocno zwichrowane łby. Dziś dzielą nas setki kilometrów oraz waluta w jakiej płacimy za zakupy. Widzimy się zatem raz w roku, a gdy już jestem w Polsce, nasze spotkania wyglądają zawsze tak samo: wymiana prezentów, browary i rozmowy niekontrolowane, po których wracam do domu i przez trzy dni analizuję swoje życie. Nawet jej brat powtarza, że święta beze mnie to jak święta bez Kevina samego w domu.
To nie jest przyjaźń, w której pisze się codziennie, a dłuższa nieaktywność interpretowana jest jak odrzucenie. To taka przyjaźń, gdzie wywalamy na komunikatorze wkurw i bolączki - a zatem wielotygodniowe milczenie wskazuje na brak stresu, smutków i perypetii życiowych. To kontakt bez presji i bez obrażania się o brak reakcji. Przyjaźń z doskoku, która działa tylko dlatego, że żadna z nas nie ma ciśnienia i nie wywołuje presji. I żadna z nas nie udaje. Ja na pewno nie, bo nie umiem. Nie przed nią.
W tym roku tematem naszych prezentów była piosenka disco polo "Maniana - Herbatka". Ekhm... Sama jestem zaskoczona, że piszę to publicznie xD A jednak ta piosenka - prosta jak budowa cepa i ambitna jak Pimpeusz - niesie wartości, których próżno dziś szukać w najnowszych utworach słuchanych przez młodzież. Czyste mieszkanie. Zaproponowanie herbaty. Zero gwiazdorzenia. Zero klepania w dupę. Kurde, słuchając dzisiejszych piosenek, jak na przykład słynna "cipka z Konina", nasz wybór może być przez kogoś potraktowany jak instrukcja bezpiecznego stylu przywiązania xD
Ja kupiłam dwie herbaty: fusiastą z Azerbejdżanu oraz cejlońską z jakiejś firmy ze Sri Lanki. Nie wiem czy one są dobre, bo absolutnie nie jestem koneserką. Piję wszystko, co da się zaparzyć i mnie nie zabije. Nawet czerwoną herbatę, która smakuje jak woda z akwarium. Ważne, że jest ciepła i kojarzy się ze świętym spokojem.
Patrząc z perspektywy czasu, nie tylko moje pojęcie luksusu nabrało innego znaczenia. Kiedyś był nim czas i nuda. Dziś - koc, ciepło i fakt, że nikt niczego ode mnie nie chce. A przyjaźń? Przyjaźń w doroslosci jest dziwna - chociażby dlatego, że chyba nie trzeba być obok cały czas. Wystarczy być pewnym, że kiedy już się spotkacie, możecie wypić browara albo zaparzyć herbatę i powiedzieć prawdę - nawet jeśli ta prawda nie stawia was w najlepszym świetle.



Spokojnych Swiat 🎄
OdpowiedzUsuńKochana a czy próbowałyście rozmawiać bez tego browara? To by bylo dla mnie kluczowe. Jeśli byłaby to jedynie herbatka, to super. Jeśli MUSI być alko, to trochę szkoda. [AnabelLee] ściskam Cię, moje święta też były męcząąąąące :)
OdpowiedzUsuńJasne że potrafimy i praktykujemy :) wczoraj była u nas na herbatce
OdpowiedzUsuńA to bardzo dobrze, super :)!! Dzięki za odpowiedź, uściski, smacznej herbatki w końcówce roku :)
OdpowiedzUsuńMam taka przyjaciolke ze studiow. Potrafiny rok nie rozmawiac, ale jakby mi napisala ze musi mnie zobaczyc to bym byla w Polsce w ten weekend...
OdpowiedzUsuń