Tydzień zły.
Mam potrzebę przeklinać, więc będzie dużo kurw.
Tydzień zaczął się tak spokojnie, że powinnam była to od razu uznać za zły znak. Ale za to moje ciało stwierdziło, że to idealny moment na somatyzację połączoną z okresem. Spałam jak kupa. Brzuch bolał. Pęcherz wołał o siku. Kot potrzebował czułości. W pracy, moje bóle również były dość kreatywne. Ból karku, potem żołądek, następnie migrena. Brakowało tylko final bossa w postaci pawia. W domu leżałam i dogrywałam, bo nawet patrzenie mnie bolało.
Wtorek: koncentracja zero, mózg wyprany. Kolesia - tego co uważam za najbardziej chamskiego i debilnego - poniosła fantazja i wydarł się na mnie na pół budynku, że coś zjebałam. Pierwszy raz w życiu miałam mega ochotę zdzielić kogoś w ryj tak, żeby mógł szukać swoich zębów po kątach. Następnego dnia mieliśmy grupowy opierdol, ale jak ktoś ma iq niższe niż Pimpkowe, to i tak nie zrozumiał.
Czwartek: W pracy niby spoko, choć inwentaryzacja nie należy do moich pasji. Ogarniam też magazyn pod black friday, bo jak nic nie zrobię, to klienci chuja dostaną albo będą się bić o towar jak zawodnicy tych głupich i jednocześnie popularnych freak fightow.
Potem samoocena przełożonego - jego samoocena, podkreślam. No, ale podobno z nas dwojga to ja jestem ta mądrzejsza i papierologia idzie mi dobrze. Wypełniłam mu to tak dokładnie, że przez chwilę miałam wrażenie, że nie pracuje w firmie, gdzie ludzie potrafią zgubić paletę wielkości słonia, a ja sama faktycznie coś potrafię.
Po pracy robiłam tort dla mojej rosjanki, co kocha alkohol i cukier, mimo że ma cukrzycę typu II, chore serce i pierdyliard innych dolegliwości. Tynk wyszedł jakbym probowala nakładać go stopą, ale chuj z tym - uznałam, że liczą się chęci. Jeśli tort nie smakował, zawsze mogła zagryźć go rafaello, kinder Bueno i piankami.
Tu przekrój:
Piątek: meeting, na który menadżer wbił niespodziewanie, co wytrąciło mnie z mojego stanu zen. Ja chciałam spierdalać zanim dojdziemy do mojego raportu, ale ten stwierdził, że chce posłuchać jak raportuję bez niego - bo na te posiadówy chodzę w ramach zastępstwa. No to grzecznie poprosiłam, żeby wyszedł :D :D :D przecież to kurwa logiczne, co nie?
Potem kaskada chujowin: brakujący towar, pracownicy zachowujacy się jak małpy w Gibraltarze, ogólny chaos, a ja musiałam sprawdzic czy magazyn faktycznie przygotowany jest na audyt. Znalazłam jedną przeterminowaną tubkę, a skończyłam na całej palecie. Godzinę przed końcem usiadłam przed kompem i się rozjebałam, czyt. beczałam chowając ryj za monitorami. Czułam się jak jedyny myślący człowiek, moje zwoje mózgowe były przepalone, ja totalnie przebodźcowana. Czyli masakra.
Dziś: zakupy trwały trzy godziny, mimo że działaliśmy bardzo zorganizowanie. Stary poszedł kupić "głowę" do kranu, ja przebiegłam przez dwupasmówkę z moją legendarną torbo-rybą i rozjebanych włosach, żeby dostać się do pasażu handlowego. Kupiłam mu szampon, bo po latach mycia się czymś 10 w 1 jego skóra głowy zaczęła protestować. Kot dostał trawę, którą muszę wyhodować, bo on życzy sobie świeżej.
Tu moja torba na zakupy:
Potem więcej sklepów, więcej biegania, zero słuchawek do prysznica choć miałam być promocja, ale za to rękawice kuchenne z napisem "hasta la pasta baby", więc wzięłam dwie pary. Czyli dzień nie był całkiem przegrany. Ah, i kupiłam Pimpkowi zabawkę, na którą spojrzał jak na gówno po ślimaku.
W domu ugotowałam obiad, powiesiłam pranie, włączyłam robota, którego ochrzciliśmy imieniem "Chujek" i otworzyłam paczkę z zestawem do gliny samoutwardzalnej, bo najwyraźniej potrzebuję nowego hobby, które też mogę zjebać.
A tu macie śniadanie Starego - mnie za chuja pana wafla nie chciałoby mi się robić takich kanapek:
Na koniec update mojej monstery white monster. Nowy liść wygląda obiecująco, w sensie, że jest trochę biały, trochę zielony, jakby roślina sama nie wiedziała, kim chce być (zupełnie jak ja).

.jpg)







Nie cierpię robić kanapek 😁
OdpowiedzUsuńTeż nie i jeśli już jestem zmuszona to robię to na odpierdol się czyli bez masła i ograniczam ilość dodatków do minimum
OdpowiedzUsuńUwielbiam kanapki ale tylko jak ktos mi poda pod pysk:D
OdpowiedzUsuńJa się już dawno od uczyłam bo i chleb w de nie należy do smacznych, a i problemy z jelitami mnie hamują:)
OdpowiedzUsuń