Niech żyje chaos

Jak już zapewne wiecie, bo narzekam na to co roku - nienawidzę jesieni i zimy. Z całego serca. I uważam, że tę nienawiść mam zakodowaną w dna. Listopad kojarzy mi się z mrokiem, deszczem, błotem oraz stertą gnijących liści. Serio, jakby ktoś mi powiedział, że globalne ocieplenie wyeliminuje ten chujowy miesiąc, to zaczelabym działać w kierunku przyspieszenia tego procesu.

A teraz wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy wstałam rano (czemu tak wcześnie, nie wiem) i zobaczyłam niebo w apokaliptycznych kolorach. Czerwien, róż, pomarańcz. Bo zapomniałam, że teraz będziemy mieć najpiękniejsze wschody i zachody słońca. Czy już mówiłam, że kocham mój balkon?

Zaczęłam właśnie tygodniowy urlop, który planowo miał być produktywny, czyli prace domowo-remontowe. Wiecie, mój Stary ma wrodzoną alergię na robienie czegokolwiek w nie swoim mieszkaniu, ale wytłumaczyłam mu jak krowie na rowie, że pewne rzeczy po prostu trzeba. Zwłaszcza, że właściciele nie planują sprzedawać, a my nie planujemy uciekać. Żyje nam się tu dobrze, nawet jeśli ktoś mógłby powiedzieć, że na dwie osoby dwa piętra to lekkie przegięcie. 

I tu pojawia się moje robienie na opak, które chyba dyktowane jest doświadczeniem z dzieciństwa: przez 20 lat dzieliłam pokój z bratem. Pokój o powierzchni przeciętnej lazienki. Meble z każdej strony, zero prywatności, a jedyny możliwy ruch to obrót wokół własnej osi. Relacji między nami nie było żadnej, i w sumie dalej nie ma. Czasem mam wrażenie, że więcej kontaktu mam ze szczurami w magazynie niż z nim. 

A teraz mogę ganiać się z Pimpkiem po schodach, tańczyć zumbę w salonie, turlać się po podłodze i hodować monsterę, która pomalu przejmuje kolejny metr kwadratowy mieszkania. I podoba mi się to bardzo.

Wracając do planów, a właściwie urabiania mojego konkubenta: zaczęłam temat delikatnie - od futryn. W sensie, od pomysłu ich odświeżenia. Nie chciałam od razu przerażać Starego wizją totalnego rozpierdolu. Najpierw kręcił nosem, ale potem złapał mój vibe i sam przyznał, że mozaika w łazience go wkurwia. Aha. No kurwa, powiedział to w taki sposob, jakby to on przez ostatnie lata drapał fugę szczotką ryżową i wydłubywał z niej koci żwirek. Po jakichś pomiarach, których znaczenia nie pojęłam nawet w teorii, stwierdził, że można położyć winyl - bez kucia i syfu. Super. Teraz tylko muszę subtelnie wcisnąć mu pomysł na ukryty zsyp na papier toaletowy.

Nie mam żadnego gustu wnętrzarskiego, więc pół dnia spędziłam na przeglądaniu inspiracji z Pinteresta, żeby ogarnąć, co jest modne, a co wygląda jak wnętrze łazienki należącej do Dżesiki. I oczywiście po godzinie miałam już dosyć, bo mój zapał gaśnie szybciej niż ognisko rozpalone w ten pierdolony, przebrzydły listopad.

Tu jakieś foto z neta, którym nie będę się sugerować, bo chcę uniknąć szarosci:


Takie połączenie popiera Stary:



A to podoba się mnie:

Co jeszcze? A no, ten tydzień sponsorowało przeziębienie :D Kulminacja nastąpiła we wtorek: zatkany nos, ból zatok, ogólnie chujnia. Bałam się, że nie zasnę, ale wtedy z pomocą przyszła niemiecka apteka i jej magiczny syrop o nazwie MediNait. Cud w płynie. Po tym specyfiku człowiek śpi jak niemowlak po kaszce namoczonej rumem. Poprawa przyszła szybko, ale syrop i tak skończyłam, bo wizja ośmiu godzin nieprzerwanego snu byla dla mnie zbyt kusząca.

Mój partner, odkąd skończył czterdziestkę, zaczął się sypać jak nasze pierwsze auto (Rover vel. Frankenstein). Najpierw żylaki, potem przepuklina, teraz czas na ucho i nos. Tympanostomia, septoplastyka. Najbardziej boi się wizji noszenia ciała obcego - cieniutkiej rurki - w uchu i chyba tego, że zacznie słyszeć moje narzekanie w HD. Ale jak wszystko dobrze pójdzie, będzie mógł oddać swój respirator do spania, z czego bardzo się cieszy.

W czwartek po pracy pojechaliśmy po zakupy, żeby uniknąć tłumów. Super pomysł, na który wpadła co druga osoba. Szkoda tylko, że dopiero przy kasie dotarło do nas, że mamy tydzień wolnego i możemy zrobić zakupy w poniedziałek. W dodatku, pod drzwiami, czekała na nas paczka z polskimi wędlinami. Czyli nakupiliśmy jedzenia żeby zepsuło się szybciej. Jesteśmy zatem logistycznie uzdolnieni jak Pimpek.

Wczoraj: 1 listopada. Wszyscy odwiedzali groby i wspominali zmarłych, a u mnie powstało nowe zycie - czyli moja monstera white monster coś puszcza.

Zawsze zastanawiałam się, dlaczego tak trudno znaleźć zdjęcia kaszanki z kapustą kiszoną po przyrządzeniu. 90% zdjęć z Google to potrawa przed grillowaniem lub wrzuceniem do piekarnika (możecie same sprawdzić). Normalnie temat tabu. Ale od czego jestem ja - kobieta, która nie wie co to trudne tematy, zwłaszcza kulinarne:



A na zakończenie zrzut ekranu. Akurat jadłam kromkę pumpernikla z pasztetem, i jak to ja - musiałam się dokształcić na temat tego tajemniczego chleba, który stosunkowo dobrze toleruję:


Komentarze

  1. - lazienka, polaczenie czarny i drewno spotkalam w Pl w Ferienwohnung i bardzo mi sie podobalo ( zapisalam wtedy w pamieci). Foto kaszanki faktycznie tylko na insta😅. Ja niedawno kupilam przepyszna Kaszanke z kasza gryczana firmy Olewnik, w ruskim sklepie. Smakowala jak ta z dziecinstwa robiona przez mame, musialam zawsze pomagac co sprawialo ze kilka dni nie moglam jesc, pozniej mi przechodzilo.
    Tydzien to troche malo na tak zakrojone prace, nastaw sie na przedluzenie❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. fajne te łazienki... Można kaszankę z frytkwonicy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaszanka z frytkownicy chyba odpada. Ja lubię na przykład kaszankę z wody (z wrzątku oczywiście)

      Usuń
  3. Łącze się w bólu, nienawidzę listopada. Jak jeszcze niedawno miałam depresję w remisji, tak od 1.11 mam mam ją na pełnej kurwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bierzesz cały czas leki czy jak to u Ciebie teraz wygląda? Bardzo współczuję :(

      Usuń
    2. Biorę, biorę, spokojnie. I mam niedługo wizytę u psychiatry. Tak jest co roku, więc po prostu czekam do wiosny 😅

      Usuń
    3. A zmieniając temat: zrobiłam wczoraj debilooporne ciasto cytrynowe z twojego przepisu. I jestem takim debilem, że zapomniałam dodać budyń. Ale wyszło 😁

      Usuń
    4. Najważniejsze że wyszło, nawet jeśli zabrakło budyniu :D ja raz zapomniałam do jakiegoś ciasta dodać jajek więc luz :P

      Usuń
  4. Piękny widok! Mi też najbardziej podoba się ta łazienka którą ty wybrałaś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, cieszę się, że popierasz mój wybór :) mój Stary mówi, że brzydka :P

      Usuń
  5. Ta ciemna lazienka w moim guscie ale to raczej przy duzych wnetrzach. Twoja wersja tez mi siw podoba, taka naturalna i te kwiaty...:) daj znac czy cos wyjdzie wam z planow remontowych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie ograniczymy się do wymiany podłogi i zamówię nowe meble, bo boje się, że zamiast efektu wow wyjdzie kupa :D

      Usuń
  6. Zazdroszczę urlopu ;) A nie macie tak, że jeśli remontujecie mieszkanie to właściciel cosik czynsz obniży ? może warto zagadać, często ludzie tak robią.

    OdpowiedzUsuń
  7. Normalnie to oni powinni nam już dawno podwyższyć czynsz, bo to co płacimy jest śmiesznie niskie - tyle to zwykle płaci się za dwa pokoje i mikro balkon. Ogólnie my tu mieszkamy na takiej zasadzie, że możemy sobie robić co chcemy i jak chcemy, ale zwykle my ponosimy koszta związane z naszymi remontowymi wizjami. Jedynie za malowanie okien dostaliśmy zwrot za materiały, ale to już jest kwestia tego by ich szlag jasny nie trafił, a nie upiększania naszej przestrzeni :)

    OdpowiedzUsuń
  8. I starego i twój pomysł mi się podoba. Można połączyć 😁

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty